Chciałem się was o coś spytać ...
Chodzi tu bardziej o prawa pancjenta niż gadkę o moralności.
Mam pytanie jeśli ma się ostry trądzik (tak ja ja miałem przez kilka lat dopuki nie zmieniłem totalnie michy "i jeszcze mam z tym problem bo każdy się mnie o to czepia"):
- czy można spławić pacjenta jeśli prozi o
izotek we wrześniu (ponieważ zapracowałem sobie przez wakacje około 2 patyków na całą kurację a tu takie coś ... no wiecie nadzieje miałem)
no dobra idę do drugiej dermy i do trzeciej i to samo (oczywiście NFZ)
-po drugie nie było mnie tam pół roku (wkurzyło mnie to trochę bo im to wszystko wytłumaczyłem że specjalnie pracowałem na ten lek i że bardzo nalegam a one do mnie z tekstem "ty będziesz potym tylko narzekał" , "masz to za słabe na taki lek" <--- choć te zdanie było naprawdę śmieszne aż mnie ścisło za serce jak usłyszałem i poczułem żal i noramalnie totalną pustkę
no i właśnie teraz po pół roku wróciłem trzymię michę skórę mam już dużo lepszą ale chciałem jeszcze przebarwienia dogoić i lekko złuszczać skórę przez pewien czas.
No i wchodzę do gabinetu a lekarka do mnie z tekstem :
"co ty sam robisz " , "czego chcesz" , "czego oczekujesz"
"co ty sobie myślisz" "ale jesteś mądry" <--- taką odpowiedź dostałem jak powiedziałem jak nie znałem nazwy pewnej maści (przecież to ona jest dermatologiem a nie co ja mam sobie sam te recepty pisać)
Co wogóle myślicie o takiej sytuacji (bo tam gdzie ja chodzę chodzi dużo ludzi i każdy sobie chwali).
Co byście zrobili na moim miejscu .
(pytam bo wsumie to nie mam zamiaru nic zrobić ale z każdym dniem moja miłość do NFZ słabnie )
Pozdrawiam i życzę powodznia w kuracji
kumpel brał i też był zadowolony (ale do zera nie zeszło)