...
Też jestem za finansowaniem Kościoła z kieszeni wiernych, powinno być to dobrowolne.
Co do wiary, to nie ma sensu znajdywanie dowodów, bo prawdopodobnie ich nie odkryjemy. Poza tym samo słowo wiara oznacza mieć nadzieję, że coś jest, sądzić, że coś istnieje nie mając pewności. Jeśli mielibyśmy 100% pewności nazywalibyśmy to wiedzą (starożytni Grecy określali wiarę jako coś pomiędzy wiedzą, a mniemaniem). Wiedza - tak jak wiemy, że w komórkach roślinnych występuje ściana komórkowa, a wirus HIV jako materiał genetyczny ma RNA, a trawa jest zielona. Gdybyśmy mieli 100% pewności nie moglibyśmy dokonać wyboru (chyba, że byśmy na siłę zaprzeczali), bo po prostu dowody jednoznacznie wskazywałyby na istnienie/ lub nie istnienie Boga po prostu stwierdzilibyśmy fakt. Jednak gdy nie mamy 100% dowodów (mamy przesłanki, świadectwa, jesteśmy świadomi i możemy się zastanowić czy to co czynił Jezus jest właściwe i głoszenie przez niego, że jest Synem Bożym ma sens, czy to co mówił jest dobre) mamy wybór czy wierzyć czy przyjąć naukę zawierzyć i zaufać i wybrać drogę postępowania i rady zawarte w księgach danej religii, czy jednak nie (mamy wolną wolę, możemy wybrać). Nie dziwię się wam i innym ludziom, że szukacie dowodów. Każdy pewnie zastanawia się czy gra jest warta świeczki. Czy opłaca się wierzyć itd., skoro później nie ma się pewności czy rzeczywiście po śmierci zostaniemy wynagrodzeni za wiarę i dobre uczynki. Całe życie się trudzić i okaże się, że na daremnie. W końcu i tak wszyscy umrzemy. Czy według was sekunda to długi okres czasu w stosunku do roku. Jak w takim wypadku można by było porównać 70-80 lat do wieczności. Czy wiara spowoduje, że nie będziemy mogli realizować swoich marzeń, talentów i wielu innych planów. Wprost przeciwnie przypowieść o talentach oznaczających z jednej strony pieniądze, w szerszym znaczeniu dane nam środki — zdrowie, inteligencja i wykształcenie, pieniądze, mienie i szanse. Jesteś w czymś dobry, masz szanse z pozytywnym skutkiem uprawiać sport i być w tym lepszy, rozwijać się, pracujesz i nie jesteś leniem, nie siedzisz na zasiłku - zostaniesz za to dodatkowo nagrodzony po śmierci. Z pewnością motywuje to wielu ludzi do czynienia dobra i rozwoju.
Co do samej osoby Jezusa starał się on naprostować nauki niektórych faryzeuszy i ukazać inne oblicze Boga, który daje szansę na naprawę błędów i nawrócenie, np. zapobieganie ukamienowania kobiety przez faryzeuszy dlatego, że była cudzołożnicą upomniał ją, aby nie grzeszyła więcej i dał szansę na zmianę swojego postępowania. Przecież każdemu z nas zdarza się popełniać błędy. Zerwanie ze starymi rytuałami religijnymi jak obrzezanie, które występuje u Żydów i Muzułmanów. W dodatku był dobry. Faryzeusze próbowali udowodnić mu jakąkolwiek winę i jedyne za co mogli go oskarżyć to bluźnierstwo (oskarżali go o to, że nazywa siebie Synem Bożym), bo w którym momencie Jezus (jako wzór do naśladowania chrześcijanina) zgrzeszył, skoro nawet grono faryzeuszy szukające na niego haka, nie mogło niczego znaleźć.
Co do samego Jezusa to podoba mi się ten cytat: "Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają". Zwłaszcza chciałem zwrócić uwagę na drugą część tego cytatu. " a moje (owce) mnie znają". Według mnie ludzie, jeśli się postarają, potrafią rozpoznać dobrego pasterza, kogoś kto postępuje dobrze i jest godny naśladowania, za którym warto podążać. Jeśli znalibyście dobrze kogoś, wiedzielibyście czy za nim podążać czy nie. Jakie czyny za sobą pozostawia Jezus. Uzdrawia chorych, głosi miłość do bliźniego i Boga, zachęca do okazywania pomocy ubogim i cierpiącym (z własnych pieniędzy nie pod przymusem państwa w podatkach na zasiłki jak to ma miejsce w niektórych krajach, no i ubogich naprawdę - chorych, cierpiących, wdów, a nie żulom, którym brakuje 2 złotych do kupna kolejnej flaszki wina, ostatnio wielu udaje biednych a w ogóle nie pracuje pomimo że są zdrowi i silni tu kolejny cytat "Kto nie chce pracować, niech też nie je!" 2 Tes 3 przecież Jezus nie pomagał nierobom), no i nie boi się nazywać grzeszników po imieniu (nie to co teraz mamy, czyli poprawność polityczna, w której nie można powiedzieć złego słowa o nielegalnych imigrantach, murzynach, dwóch tatusiach wychowujących dzieci czy Muzułmanach).
Jeszcze co do samej idei piekła i nieba. Wielu ludzi okazuje się w życiu pomocnym. Stara się, aby inni ludzie byli szczęśliwi. W swoim życiu spotkałem wielu ludzi, którzy mi pomogli, poświęcili swój czas, pieniądze i nie zdążyłem/nie zdołałem im się odwdzięczyć. "Życie też ich nie wynagrodziło" za dobre uczynki, czasem wprost przeciwnie, więc czyż nie sprawiedliwie by było, aby za swój trud i dobroć otrzymali nagrodę po śmierci? A ci którzy nas wykorzystują, korzystają z życia przy pomocy pieniędzy ukradzionych innym ludziom lub zbrodniarze, którzy mordowali, a sprawiedliwość ich za życia nie dosięgnęła. Czy nie powinna ich spotkać za to jakaś kara.
Jeszcze co do istnienia samego zła. Jeśli ludzie postępowaliby zawsze idealnie dobrze, czy nie przypominalibyśmy robotów, maszyn które zawsze w danej sytuacji zachowują się tak samo, zawsze wybierają idealne, dobre rozwiązanie. Czy w takim wypadku występuje coś takiego jak wolna wola, skoro postępowalibyśmy tylko w jeden, najlepszy sposób.