Czas opyerdalania powoli zbliża się do końca..
Wypoczęło i ciało i głowa.
Obcyndalałam się radośnie, szczególnie od momentu kiedy wzięłam wolne od pracy na siłce a syna oddałam do dziadków - kompletne
no stress jak dla mnie.
Jedynie moja mama sadystycznie budziła mnie telefonami o 8 rano nie dając mi się wyspać

. Kurnia: jak dzieciak ma wakacje i śpi do 10 to chyba matka jak ma urlop nie musi być na baczność o tej porze!
Dieta miała się po japońsku - jako tako można rzec. Ciekawe było to że miałam zaciąg na trzy rzeczy:
1. Jajca sadzone (żadne inne)
2. Chleb żytni razowy na zakwasie (co przy moich skłonnościach do puchnięcia po glutenie owocowało baniaczkiem ale kit z tym).
3. Arbuzy. Wchodziły mi w masakrycznych ilościach, zawsze je lubiłam ale w tym roku to nad podziw. Nie rajcowały mnie słodkości i inne cuda na kiju ale na widok tego owocu to dostawałam ślinotoku.
Śmiałam się że przyswajałam ogromne ilości
arbuzanu cytruliny. Ale organizm najlepiej wie czego potrzebuje. Teraz już powoli mija.
Natomiast kompletnie cofało mnie od mięsa.
Co po wypoczynku?
Najpierw w sobotę ciekawe spotkanie na siłowni (mam nadzieję że wypali).
Od poniedziałku rozruchowo pociągnę któreś z moich FWB.
Potem radykalna zmiana planów
Iza stwierdziła że i tak z sylwetką jest dobrze więc redukcję mogę odłożyć na bok.
Sylwetki fitness nigdy mieć nie będę (i wcale nie chciałam jej mieć), kocham żelastwo i ciężary więc...
Więc zaprzęgnę się do tego samego wozu co Reziolki...
Mam aprobatę
Obli,
Kokosik też zachęciła - więc nie mam nic do stracenia, raczej do zyskania. I niezłą zabawę też (masochizm to chyba jest ale cóż..).
Mam nadzieję że dziewczyny pomogą ogarnąć mi ogarnąć plan treningowy i dietę - teraz będzie chyba diametralnie inna od tej na której funkcjonowałam chyba przez 15 miesięcy.
I nie da się ukryć że mam nadzieję na dalszą poprawę sylwetki. Jak muskle skoczą to i figura dalej się zmieni no a fabryka do przerobu paliwa zwiększy wydatnie moc przerobową.
Howgh! Powiedziałam.
Zmieniony przez - Corum w dniu 2014-08-15 12:08:42