https://picasaweb.google.com/101872577008371156593/26Maja2014?authuser=0&authkey=Gv1sRgCLWfrJHM4sWpIQ&feat=directlink Proponuję najpierw przeczytać, a potem przejrzeć zdjęcia. Podpisy pod zdjęciami też są.
Zacznijmy standardowo od początku.
Marsz przewidywał 40-50km z jednym krótkim postojem i ćwiczeniami na punktach kontrolnych. Niestety nie szedłem sam, wraz ze mną zabrała się dwójka znajomych którzy mieli chyba całkowicie odmienne wyobrażenie tego jak ten marsz ma wyglądać. Ale szerzej o tym za chwilę...
W planach miałem od tak się przejść z paroma rzeczami, które uznałem że mogą się przydać. Przy okazji przetestować nowy nabytek, czyli modularny śpiwór WZ.25/DWS. Niestety mój jedyny obecny plecak o większym litrażu to 95l Molle II Large Rucksack - nota bene ktoś chętny kupić?
Wybrałem mniejszy, plecak mojego przyjaciela który aktualnie kurzył się w rogu pokoju. Natalex 55l. Niestety kiedy spakowałem plecak zrozumiałem, że za bardzo się nie polubimy. Miałem olbrzymi problem go wyregulować odpowiednio, za duża waga leciała na ramiona, za mała na biodra. Do tego zauważalnie odstawał od sylwetki.
W plecaku wylądowała:
- Mata samopompująca
- Śpiwór Syntetyczny
- Pałatka podgumowana
- Lekka kurtka przeciwdeszczowa w zaimprowizowanym pokrowcu na boczną płytę SAPI
- Cargo służące za zbiór istotnych rzeczy, w tym wszelkich elementów z apteczki, które mogą się przydać
- Cały system służący do przygotowywania jedzenia
- Okulary przeciwsłoneczne w pokrowcu - ESS ICE
- Komplet termoaktywny (spodnie, koszulka) oraz dodatkowa para bokserek i 2 dodatkowe pary skarpetek
- Para lekkich adidasów
- Tomahawk M48, który służyłby do poradzenia sobie z drewnem w razie chęci rozpalenia ogniska
- GPS Garmina, który tylko zliczał trasę.
- Latarka kątowa (aktualnie nie posiadam czołowej, a mocnej latarki taktycznej nie potrzebowałem wtedy) i linka/paracord.
poza tym:
Jedzenie na dobę, a pod ręką dwa batony, chyba 350g kabanosów, 400ml jogurt. Nawilżone chusteczki higieniczne itp.
Niestety marsz nie udał się tak jak było zamierzone. Kiedy spotkałem się z moimi towarzyszami, poczułem lekką konsternację. Ja mam na plecach ponad 20kg, ciężkie buty... oni są ubrani jak na marszobieg, plecakokamizelka, 3l wody, portfel i dwa batony... Już wiemy kto będzie trzymał tyły.
Z racji tego co mieli na sobie, narzucili porządne tempo. Takie naprawdę porządne... był to mój pierwszy marsz w taką temperaturę w tym roku, jaka jest za oknem (wtedy w słońcu ponad 30st). Stopy się topiły, spodnie wz.127 były mokre od potu, tak że dało się je wyciskać - aż do zgięć kolan, tak samo bielizna. Pierwsze 10km zasuwałem za nimi jak tylko mogłem, kijki pomagały, ale 22kg plecak robił swoje. Pierwsze wrażenia? Albo zejdziesz do maks 16kg włącznie z plecakiem, albo nie utrzymasz takiego tempa, a na selekcji spodziewam się jeszcze wyższego...
Słońce pali, uda pływają w pocie. Błąd nr 1. Spodnie w których chodzę na codzień i uważam je za bardzo wygodne... w marszu zaczeły mnie obcierać. I to dotkliwie.
Wewnętrzna strona ud na wysokości zszycia spodni w kroku do teraz jest ślicznie czerwona. Tak samo rejon między pośladkami. Równo obtarty. Pierdoła, ale po 20km dużo bardziej uciążliwa niż mogłoby się wydawać. Po 10km problem rozwiązałem zakładając pod bojówki termę. Zdecydowanie obniżyła obcieranie spodni, niestety tylko na udach... tyłek błagał o autonomię i oderwanie od reszty.
Po 10 km teren wymógł zmniejszyć tempo, ale wciąz zostawałem z tyłu... a piekło z każdym krokiem coraz mocniej.
Zabrałem wiele niepotrzebnych rzeczy. Celowo. Chciałem w trakcie marszu zobaczyć i pomyśleć co może się przydać, a co jest zbyteczne. Widoczny na zdjęciu komplet 'metalowy' włącznie z czajniczkiem, może się sprawdzi na wypad nad jezioro na dobę,dwie z dziewczyną. Albo na ryby. Albo na trening, gdzie jest możliwość zrzucenia sprzętu. Na selekcję MOŻĘ zabiorę 'gumową' zastawę, mała waga, mała objętość.
Kurtka przeciwdeszczowa... nie może być w plecaku. Musi być przytroczona pod ręką. Pierwszy w tym roku 'deszcz instant'. Na horyzoncie grzmi i wali piorunami, a my idziemy drogą skracając trasę do domu, w przeciągu 2 sekund z nieba spada ściana wody. Samochody jadące obok dają po hamulcach. Ci z tyłu nie mają tyle czasu, drobna kolizja tuż obok mnie, idącego poboczem. Jechałby szybciej, zarzuciłoby go, przywitałbym się z kulami... Wracając - szybki bieg w krzaki i pałatka chroniąca trzy osoby. I to uczucie "Już k***a wiesz po co nosisz 20kg na plecach - żeby być przygotowanym." Na przyszłość, pałatka w plecaku ale tuż pod klapą. A lekka kurtka przymocowana tak, aby dało się jak najszybciej ją na siebie założyć. Komplet gore to chyba nie jest głupi pomysł...
Chwilę wcześniej chcieliśmy zrobić krótką przerwę nad jeziorem, miałem rozbić mały obóz i zrobić wam zdjęcia. Pioruny parę kilometrów dalej i spojrzenia chłopaków nie posiadających takiego sprzętu jak ja mówiły jasno - zbieramy się i odpuszczamy wszystko, lecimy do domu. Najkrótsza droga do domu... 16km. Czemu nie, dojdę do lasu niedaleko domu to sam się rozbiję i porobię zdjęcia. Zwinęliśmy się szybko, ale ja uznałem, że jest za gorąco na moje buty Meindl Island. Wrzuciłem adidasy i świeże skarpetki... domyślacie się zapewno jak się poczułem, kiedy chwyciła nas ściana deszczu i kałuże po kostki?
Całe szczęście udało się nam dostać na zadaszony przystanek PKS. A ja nauczony doświadczeniem, miałem lekkie, suche dresy w plecaku, koszulką termoaktywną, ciężkie, ale suche Meindle i kolejną parę skarpetek ;) JA byłem suchy i nie było mi zimno. Koledzy mieli inne spojrzenie na świat...
Niestety kiedy zamiast deszczu zaczął sypać grad, a nawałnica się jeszcze wzmogła - poratował stary numer znany każdemu outdoorowcowi.
Telefon... "stary, słuchaj, potrzebujemy transportu..."
To tak w skrócie.
Ogólnie zrobione 20km i kolejne cenne doświadczenia. I fajne zwiedzone rejony, na które zamierzam znów się wybrać. Tym razem sam, tym razem z pełmnym planem realizacji niezależnie co by się działo.
Morał?
Plecak 65l wystarczy w zupełności. Nawet zapakować się na 4 dni do Norwegii aby łazić po Fjordach z kompletem jedzenia na ten czas przy sobie.
Karimata w plecaku to głupota. Pokrowiec i pod albo nad plecak. W osteteczności z boku.
Kijki trekkingowe... jednak muszą być sensowne. Niech uchwyt dobrze odprowadza wilgoć i pot, bo inaczej dorobisz się obtarć i pęcherzy na dłoniach z powodu ch**owego obicia chwytu.
Islandy nie nadają się na bardzo szybki marsz, a już tym bardziej na bieg. Nie wyobrazam sobie w nich maratonu po Bieszczadach...
Dwie pary skarpetek to za mało.
Plecak lubi przemakać, noś ubrania i rzeczy ktore mogą namakać - w plastikowych workach strunowych.
Znaj dobrze swój sprzęt. Pamiętaj gdzie wszystko jest ułożone, jak do czego się dostać. Kiedy zacznie padać, nie masz czasu do zmarnowania.
Nawet jeżeli za oknem niema żadnej chmury i jest 30 st na termometrze - nie wiesz jak będzie za parę godzin. Jestem z Pomorze, a w górach jest jeszcze lepiej. Kto chodził po np Tatrach ten wie.
Mimo że jest gorąco, miej dodatkowe okrycie 'grzejące'. W moim wypadku polar. Mi nie był potrzebny, ale gdyby przemokły mi kolejne odłożone partie ubrań - byłby nieoceniony.
Pierdoła, ale wiele osób ją mimo wszystko nosi przypiętą do ramienia plecaka - gwizdek ratunkowy.
To co często wyciągasz musi mieć do siebie odpowiednią kieszeń i być pod ręką (mam zdecydowanie za dużą mapę, nosiłem w kieszeni na udzie, ale mimo wszystko ciężko byłą ją dopiąć).
Może to i moja fanaberia, ale trzymam się tego - gdziekolwiek nie idziesz - miej przy sobie jakieś rękawice ( w moim wypadku MPact 3 Mechanix).
I ostatnie! Pisane pod natchnieniem ówczesnej temperatury. Polazłem w SoftShellu na marsz. UBACS Brytyjski. Terma i grubsze rękawy. Koszula pod kamizelkę. Uznałem, że będzie to najodpowiedniejsze pod cięzki plecak. g****. Pamiętajcie, że sprzęt wojskowy wyprodukowała firma, która zaoferowała najniższą cenę jednostkową. Z reguły. Może i grubsze rękawy (w tym wypadku podwinięte) byłyby ok w trakcie działań bojowych, ale nie w taką temperaturę na marsz. Zwykły, lekki, termoaktywny albo nawet bawełniany tshirt. Bez udziwnień.