Weekend DNI AERO
Sobota łagodna górka marszem (1,5h)+ 30km asfaltem zmienny teren (6h)
Niedziela 3h wspinania się pod górę i 2h schodzenia.
Miska: nieliczona, na trasie szamałam owoce głównie owoce
Sobota:
1) whey, owies, lniany
2) razowiec, jajka, nerkowce
3) trasa: 5jabłek, 50g czekolady gorzkiej, nerkowce
4) gulasz z jelenia, kasza, 2 placki ziemniaczane
5) jajka.
Niedziela:
1) jajka, wasa, miód, nerkowce
2) trasa: baton matrix, banan, 2x jabłko
3) jajka, wasa, nerkowce
4) whey, owies, masło.
Choć to tylko 2dniowy wyjazd w tym 10h w aucie, wstawanie o 5rano - nasiąknęłam pozytywną energią, świeżym powietrzem i boskimi bieszczadzkimi widokami. Sielanka!!!
_________________________________________________________-
Poniedziałek DT
Łydki i pośladki bolące bardzo, ale myślę, że do wieczora będzie lepiej i uda mi się walnąć trening.
Opryszczka ON.
Miska:
1. whey, wasa, lniany
2. polędwiczka wieprzowa, masło, ryż
3. łopatka, ryż, masło
4. jajka, wasa
TRENING
5. whey, banan
1928kcal, 141g (29%) białko, 83g (39%) tłuszcze, 143g (30%) węglowodany
TRENING (cudna jest nowa opcja edycji!)
Chyba pierwszy trening od 7tyg, który mnie zawiódł.
Spodziewałam się, że nogi mogą nie ogarnąć dziś ćwiczeń z powodu totalnych zakwasów po wędrówkach, a tymczasem te dały radę, a wszystko inne padło. Powodem może być osłabienie - dopadła mnie opryszczka + zwiastuny okresu (plamienie), który powinien pojawić się dopiero za 10dni

. Hmm. dziwne.
3x15:
1. Przysiad
15x 30kg
13x 35kg
15x 37,5kg
15x 27,5kg/32,5kg/35kg
2. Wiosłowanie sztangą
15x 30kg
13x 35kg
10x 40kg
15x 27,5kg
12x 32,5kg
10+2 37,5kg
3. Wyciskanie skos (sztangielki)
15x 8kg/rękę
10x 10kg
8x 10kg
(sztanga)15x 17,5kg/22,5kg/25kg
4. Wyciskanie żołnierskie
11x 15kg
8x 15kg
9x 15kg
10x 15kg
9x 15kg
10x 15kg
aero: 30min (5min bieżnia + 15min orbi + 10min wiosła)
Komentarz:
Nie za bardzo wiem jak wychodzić z regresów - jeśli mam do wykonania zakres 15powtórzeń i założyła sobie, że będę progresować np. 15kg/18kg/20kg, a nie jestem w stanie dociągnąć do 15tu już w 1serii (pomimo tego, że na wcześniejszych treningach utrzymywałam progresję) to co? walczyć, czy cofać?
Przysiad - poszło w bólach. Tętno wariowało, nie mogłam dojść do siebie.
Wiosło - ostatnia seria ledwo.
Skos - ławka była zajęta więc przerzuciłam się na sztangielki, pomyślałam, że dobrze - nowy bodziec - cienki bolek.
żołnierskie - już ostatnio zaszwankowały barki przy tej ilości powtórzeń - dziś dentka. Wyciskanie klaty mi wyrypało barki. Po dziwnie rwał mnie lewy bark, ale przeszło.
aero - była walka. Płakać mi się chciało, na wiosłach nie mogłam zapanować nad oddechem - liczyłam tempo pociągnięcia patrząc w ścianę. Po za to się uśmiałam, bo przeglądając opcje na ergometrze znalazłam opcję płynięcia grając w rybki:P Przyspieszając lub zwalniając kieruje się rybką, która za punkty zjada inne rybki
. Strasznie mnie to rozbawiło, muszę wypróbować.
Zmieniony przez - Kendra w dniu 2012-09-24 20:04:44