10.11.2011 (czwartek)
Nadeszła wiekopomna chwila: wystartowałam z nowym treningiem 
.
Zapraszam na cieplutką jeszcze relację:
=> Wyciskanie na ławce płaskiej- odnoszę wrażenie, że lżej niż na skosie, choć ciężar miałam ten sam. Trochę pokracznie mi to szło-w momencie gdy sztanga wędrowała w górę widziałam po stojaku,że prosto nie jest. Następnym razem zrobię mniejszym ciężarem a dokładniej.
=> Podciąganie/opuszczanie na drążku - nie jest to przysłowiowa
bułka z masłem dla takiego leszcza jak ja

Usiłowałam podciągnąć się chociaż raz i muszę nieelegancko Wam zdradzić jak mi poszło: ni chuya! Robiłam więc same opuszczania, szło jakoś (
przy czym jakoś nie znaczy rewelacyjnie, ani nawet bardzo dobrze 
)do połowy zadanych serii, w czwartej poległam w tabelce #- oznacza,że opuszczanie odpuszczone- do końca serii zrobiłam ściąganie drążka górnego do klatki 9 x 47kg oraz 3x z 41kg
Po treningu przeprowadziłam w recepcji rozmowę mającą na celu ułatwić mi to ćwiczenie,więc liczę na to,że wkrótce właściciel zaopatrzy siłownię albo w tubingi albo taśmy
=> Wyciskanie na barki- po drążku wszystko wydaje się lepsze... łatwiejsze...bardziej prawdopodobne do wykonania
=> Wiosło sztangielką w opadzie- nie wiem czy dobrze to wykonałam, mam mieszane uczucia co do czucia

tych mięśni co trzeba: albo się nie przyłożyłam do jednej strony ,albo każdą czuję skrajnie inaczej.
=> Shoulder box- z wielkiem zapałem podbiegłam do stojaka ze sztangielkami i chwyciłam piątki, ochoczo przystąpiłam do ćwiczenia, ale okazało się, że nie jest tak lekkie jak mi się wydawało, zmieniłam na czwórki, ale technicznie dobrze udało mi się wykonać je dopiero z trójkami

Robiłam z Małżonem w pozycji face to face i bardzo fajnie się to nam zgrywało

. Od dziś moje ulubione ćwiczenie.
