Ech, szanowna Połówko, zmuszasz mnie do złożenia samokrytyki
Stan obecny jest taki, że dietowałam, obżerałam sie, i to tak na zmianę, kilka dni diety, kilka szaleństw.
Efekt jest taki, że nie utyłam, ale i nie schudłam. Nie chciało mi się ruszać, a dni ładowania były cząstsze niz te dietowe.
Czyli jak dla mnie normalka, wysiłek i schudnięcie, a potem olewanie wszystkiego. Tylko teraz szarpały mna wyrzuty i co jakiś czas wracalam do diety, dlatego nie utyłam.
Nie ma mowy o katuszach w świę, ale w styczniu zaczynam od nowa, tym razem mam zamiar wytrzymać cykl dwutygodniowy, wmawiajac sobie, że to kopenhaska.
Mnie się kopenhaska podobała jako
poczatek diety, podoba mi się też ta niskowęglowodanowa, tylko aby wytrwać...