byłem dziś na zawodach akademickich w judo w dojo AZS Polibudy Warszawskiej w akademiku pod wymowną nazwą Alcatraz ( bo by tam mieszkać trza byc twardym, jak w tytułowym Alcatraz

)
3 koledzy startowali - rezultat złoto i brąz. atmosfera była wspaniała, do czego walnie się przyczynił prowadzący zawody p. Niedomagała, sympatyczny facet, 8 dan.
Np gdy jedna z zawodniczek dostała w nos, aż łzy się zakręciły, podszedł do niej, zagadał, pocieszył, a jako lekarstwo cmoknął w czoło...
nie cieszył się zbyt długo, bo w jednej z następnych walk inna urocza dziewoja w podziece za ippon cmokneła go znienacka w policzek
i nie był sztywny jak to sędzia. przeciwnie, po każdej ciekawszej decyzji odwracał się do przygladajcej sie braci studencko-judockiej i wyjaśniał, dlaczego tak, a nie inaczej.
po zawodach podszedłem, ukłoniłem się od wspólnych znajomych, krótko pogadalismy, posmailismy się jak kumple - dusza człowiek.
Wolflang, który czasem zagląda do naszego działu, judoka z podkarpacia, opowiadał mi, ze gdy zawitał do wawy na kilka dni, znajomi dali mu tel do Niedomagały właśnie. zadzwonił, spytał, czy może przyjsc na kilka
treningów, bo jeet w wawie na delegacji a nie chciałby miec przerwy. przychodź, brzmiała odpowiedź. na ile za trening bysmy się umówili, spytał kolega. na to Niedomagała: daj spokój, wszyscy ćwiczymy judo.
a on sam... sympatyczny, starszy człowiek, niewysoki, korpulentny, lysawy, a wspaniały technik i silny jak tur. opowiadał mi o nim kolega, ze gdy załozył mu yoko-shiho-gatame (poz boczna), to myślął, ze samym naciskiem tamten połamie mu kosci.
a wszyscy ćwiczymy judo. to mnie najbardziej ujęło.