Hej, hej, po małej przerwie.
Wczoraj wyniki matur, a ja jestem w ferworze walki o dostanie się na medycyne, nie umiem w związku z tym spać. Jest nadzieja, powiem tyle, liczę na to, że wystarczy to co wymodziłam.

Gdziekolwiek, nawet mogą być Kielce. Ja nie widzę dla siebie innego kierunku, to jest moje marzenie, które ma się spełnić.
Jak nie w tym roku, to w następnym, ale się uda w końcu, wierzę w to.
Waga dobiła 69,4kg, masa się zgadza

Centymetry też się zwiększyły, no nie ma co ukrywać, przytyło mi się i widzę to po zdjęciach, ubraniach.
Zwiększyłam kcal, będę się obserwować, zobaczymy co z tego wyjdzie po 10 dniach. Jem 2000kcal dziennie (wliczam warzywa), ale tak jak mówię czuję się o niebo lepiej, nie wzdęta, nie opuchnięta, paradoksalnie bardziej głodna, ale póki co daję radę to przezwyciężyć.
Zdradzę, że zaczęłam coś nowego kilka dni temu, ale póki co, nie chce zapeszać. Nie mniej jednak - czuję moc, samopoczucie też dużo lepsze, oby tak dalej to wszystko działało.
Brzmi jakbym dobry towar brała
Biegam coraz dłużej, półmaraton się zbliża. Na siłowni nadal FBW, mogę się pochwalić, że powoli ciężar fajny, w MC ostatnio seria 12x45kg bezproblemowo weszła, więc... oby tak dalej. Łokieć nie dokucza, to mnie cieszy.
Niedziela:
Omlecik:
Jaglanka:
Poniedziałek:
Omlet,
lody kalafiorowe i kawa, zestaw mój ulubiony:
Indyk, kasza i brokuły (wracam do niekombinowania w kuchni, potrzebuje przerwy od wymyślania)
Wtorek:
Łosoś, kasza jaglana, papryka:
Indyk, bataty, brokuły:
A dzisiaj siłka, powoli się zbieram. ^^