Ja kiedys bylem punkiem to ciagle mnie zaczepiali, 180cm, 60 kg zywej wagi. Ale mialem taka robote, ze nosilem dosc spore pieniadze przy sobie, a zaczepiali mnie tylko na tle pogladow itp. Bylo tak, ze bralem tak dla ochrony kumpla na miasto jak szedlem na drogie zakupy, kumpel to taki ladnie byl ubrany, jak nas zaczepili to jego obszukali, a mnie w ogole nie dotykali, a mialem kasiore przy sobie. Mial przy sobie polowę shake'a z mc donalda i mu zabrali (i 4 zl)

. No, ale bylo tez tak, ze siedzialem poznym wieczorem sam na przystanku, podjechal tramwaj, wysiadlo 6-7 kolesi, gadali ze mna itp o naszywkach i innych bzdurach, i jeden mi sprzedal strzal
z partyzanta w nos. Po tym bylem w szoku, ale nie czulem bólu. Akurat podjechal tramwaj, ja powiedziałem "Ja nic do was nie mam" i sobie spokojnie wsiadłem

Byłem w szoku i nic nie czułem, a nos był pęknięty. Potem z tego środowiska wyrosłem. Zacząłem chodzić na siłkę, miałem pewność siebie. Zauważyłem jak najlepiej sobie radzić z zaczepkami o kasę - wiele razy tak wyszedłem. Jak koleś się pyta o kasę to przede wszystkim się nie zatrzymywać, a wszystko co do gościa mówisz to tak jakbyś mówił do kumpla, który chce pożyczyć kasę i Ty niby go rozumiesz. Jakiś tekst w stylu "stary, dałbym ci, ale też jestem spłukany, wiesz, przez laskę się spłukałem..." i nawet nie trzeba kończyć, bo kolesiowi nie chce się słuchać o Twoich problemach.
Kiedyś miałem taką śmieszną sytuację. Byłem dosyć przypakowany, klatkę miałem sporą i założyłem taką koszulkę co bardzo to uwydatniało (żadną pakerską, po prostu t-shirt o jakimś czarodziejskim kroju). Szedłem przez miasto około 17:00 z 3 kumplami (zwykli goście) i natrafiliśmy na grupkę chyba 10 szczeniaków z 5-6 klasy podstawówki i ze 4-5 byków, starszych od nas. Wyglądałem na pewnego siebie (chód, brak zainteresowania nimi, normalna gadka z moimi kumplami). Przechodziłem obok ztuningowanego golfa i się na niego patrzyłem, oni zaczęli do mnie krzyczeć "nie patrz na ten samochód bo ci łeb urwę" itp. Przyczepili się tylko do mnie. Szliśmy dalej ignorując ich (bo minęliśmy ich w końcu obok), aż 2 z nich wybiegło przed nas, zatrzymując nas. Pytanie "skąd jesteś?". Ja miałem przedtem przygotowane, żeby w razie zaczepek mówić, że jestem z ul. Toruńskiej, bo u mnie w mieście to duża ulica i dosyć kryminogenna. Ale wtedy nie mogłem sobie przypomnieć jej nazwy

ze stresu, więc palnąłem prawdę - "z Wiatrakowej" (taka malutka uliczka, wtedy raczej nie znana, chyba). Wtedy jeden z tych byków (a byli naprawdę wielcy) opuścił wzrok, odwrócił się i zaczął szybko iść. Kopara opadła mi na ziemię. Inny koks do tego pierwszego zapytał "Skąd?", a tamten tak szybko i cicho powiedział "z wiatrakowej" i cała ich ekipa się zwinęła. Byliśmy wtedy takimi fajterami, ze jakby jeden z nas obrywal to reszta patrzylaby wmurowana albo uciekala, a ja po pierwszym otrzymanym strzale pewnie prosiłbym o litość.
Ale juz od jakiegos czasu trenuje sw i miałem okazję już użyć ich na ulicy. Odwoziłem koleżanki nocnym autobusem do domu, a 2 łebków się doczepiło i mnie sprowokowało. Jakoś sobie poradziłem. Adrenalinę miałem potem taką, że już po wszystkim jak położyłem się spać to 4 godziny nie mogłem zasnąć, a jak położyłem się na brzuchu to moje serducho prawie podrzucało mnie do góry

.
Kolejna - ostatnia sytuacja, szedłem sobie do koleżanki na urodziny z 2 kolegami i 2 dziewczynami. Tym razem doczepilo sie do nas 6 gosci, mielismy 2 gazy, a ja batona. Oni rzucili sie na jednego kumpla, ja ich wtedy po lbach walilem (bo nie myślałem, a mogłem zabić - lepiej dostać lanie niż być później gwałconym przez reszte życia w pierdlu za zabicie śmiecia). Potem rzucili sie na mojego drugiego kolege i tez ich powalilem. Potem jeden objął mnie z tyłu, wyszedłem rakiem i też jakoś dostał. Ale po zajściu to pałka była do naprawy (biłęm tylko w głowy, a pałka się zupełnie wygięła, bardzo mocno, o jakies 30 stopni). Jak w miare opanowalismy sytuacje to zaczelismy uciekac, tylko jeden niedobitek za nami gonil i nas wyzywal (w tym takze moja dziewczyne - od suk), ale mialem wrazenie, ze jego kolesie biegna za nim i zaraz nas dogonią, a poza tym miałem świadomość, że jego kolesie będą teraz po szpitalach się leczyć, więc ogólnie dostali niezłe lanie.
Nauczyłem się jednak cholernie ważnej rzeczy - chować dumę do kieszeni, kiedy idę przez ulicę. Lepiej dać sobie naubliżać. Ostatnio idąć ulicą jakiś pijaczek coś mamrotał, że chce się bić itp, ale ominąłem go, bo mam już w dupie takie rzeczy. Gdybym miał się trzaskać z każdym kto mnie obrazi to za parę lat pewnie byłbym kaleką.
Kto się śpieszy ten się potyka.