Dzisiaj jak zwykle podciąganie, crossfit i boks.
O podciąganiu nawet nie piszę. Kaszana jakich mało. Siły były, zablokowało mnie psychicznie. Już kiedyś tak miałem i jakoś sobie z tym poradziłem. Armstrong to nie był za dobry pomysł. Mniej więcej znam swój organizm i czuję, że to będzie za dużo. Wracam więc do 2 sesji nachwytem i dołożę jedną innymi chwytami. Czyli 1x nachwyt CC, 1x nachwyt z ciężarem i 1x różne chwyty. Zastanawiam się czy nie spróbować systemu np. 10x13x13x13x10 czy lepiej robić w każdej serii tyle samo.
1.Crossfit
Mimo złego samopoczucia crossfit robiłem na maksa. Zmęczenie konkretne.
Nie pamiętam dokładnie co było. Nie mam siły myśleć i trochę mnie boli głowa
Ale ćwiczyliśmy systemem: przysiady - burpees - wykroki - burpees - podciąganie - burpees itp. Czyli narobiłem się dzisiaj troszkę tych burpees. Na koniec oczywiście brzuch:
30x kolana do brzucha
30x spięcia
i takie 3 obwody
2.Boks
Daalej ciężko. Byłem nieco spięty i wolny przez co nie wyglądało to tak jak powinno. Oczywiście tragedii nie było. Na koniec wyłapałem pięknego haka na jajca
Myślałem, że umrę.
Kreatyna zaczyna działać. Dzisiaj waga pokazała 82kg. Woda, woda i jeszcze raz woda. No trudno

"Jeśli mam dziś zginąć, to zginę podczas wymiany ognia."
http://www.sfd.pl/ZombieHunter__wytrzymałość_przede_wszystkim-t989306.html
Na egzaminie liczę na adrenaline która zrobi swoje, byle tylko nie przesadzić jak już wspominałem.
Na razie zostawię to bez komentarza, zobaczymy później.