No witam wszystkich serdecznie
I tych oficjalnie witających się i tych wszystkich czytających z partyzanta
Miło mi, że jednak sporo ludzi czytało te moje wypociny
No, ale tak jak mówiłam, tak zaczęłam w poniedziałek
Jaram się mega tym, więc to dobra oznaka, że wszystko jest jak być powinno
Bez żadnego zmuszania się.
Widocznie takiego odpoczynku i dojścia do ściany z wagą potrzebowałam.
Trening mam jakiś tam plan, ale będę sobie modyfikować go w trakcie jak uznam, że coś mi nie pasuje.
PONIEDZIAŁEK
Wczorajsze apogeum spuchnięcia było spowodowane m.in. tym, że w niedzielę "na pożegnanie" szitowego jedzenia wpadł grill, chleb i na wieczorem lody
Rano myślałam, że moje uda i biodra eksplodują.
Wypiłam w sumie od rana 3 litry wody i jak w końcu nerki zaskoczyły, to co 20 min w WC byłam.
Efekt taki, że wieczorem opuchlizna dużo mniejsza.
Miska niedojedzona, bo mi coś nie poszło czasowo z posiłkami.
DIETA
+ suple - wit. D, selen, cynk, wit. C, betaalanina, spalacz SFD
+ płyny - dwie kawy rozpuszczalne, i chyba z 6l wody w sumie
TRENING
+ 25 min marszu na bieżni i 5 min schładzania
WTOREK
Dziś rano zmierzyłam się i zważyłam jeszcze raz po tej całym opuchnięciu.
W biodrach, udach i nad kolanem po 2-2,5 cm mniej
Czuję się dużo lepiej.
DIETA
Wszystko ładnie na fotkach
+ suple - wit. D, selen, cynk, wit. C, betaalanina, spalacz SFD
+ płyny - dwie kawy rozpuszczalne, ok 5l wody
TRENING
+ 25 min mega intensywny
marsz na bieżni, bo podnosiłam sobie wysokość żeby uzyskać wysokie tętno. Doszłam do tętna 160
Zmieniony przez - sforcia w dniu 2017-06-20 22:30:58