Witam wszystkich, chciałbym poradzić sie was co do poniższej sytuacji. Mianowicie jakie błedy popełniłem i jak wy byście przeprowadzili tę konfrontacje.
Wracam sobie wczoraj parenascie minut przed 22 od dziewczyny i spotykam grupke 4 osob, trzech typow jedna brzydka dziewczyne. Ida sobie przedemna poczym zatrzymuja sie i wymijam ich. Przechodze kolo 100m i czekam na zielone swiatlo. Podchodzi do mnie ta typiara i mowi "Co masz do moich kolesi" Wyczulem ze zacznie sie akcja to podchodze do 2 z nich co stoja 10 m odemnie, cos tam burcza i jeden zaczyna mnie walic. Zaslaniam sie, dostaje w tyl glowy poczym oddaje mu tak ze sie przewraca, nie czekajac na ruch drugiego tez go wale na glebe. Patrze biegnie trzeci, to zaczynam uciekac biegne 4 pasmowa ulica raz lewy raz prawy pas. Samochody tylko trabia i mnie wymijaja, zaraz za mna biegnie wspomnianych dwoch troche dalej trzeci. To mysle ze i tak nie uiekne. Schylam sie i dwoch zaczyna mnie okladac po glowie to lapie jednego i rzucam go na ziemie, lapie drugiego za fraki i wale w glowe, odskakuje po moim uderzeniu na kilka metrow. Zatrzymuje sie jakis typ i wychodzi z samochodu. Mowi co tu sie dzieje zaraz na policje zadzwonie. Mowie zeby mnie podwozl kawalek to odpowiada zebym spadal. Mysle sobie ze jak odjedzie to zacznie sie odnowa. Na szczescie obok jest przystanek i autobus akurat stoi to wbijam sie do niego i jeden przystanek podejzdzam sobie. Potem ide do domu sprawdzic czy jestem caly. Mam 2 male
otarcia na twarzy i guza z tylu glowy. Dzwonie do kolesia idziemy sie przejsc ale nikogo nie ma, potem wsiadamy w samochod szukamy po miescie ale niestety zapadli sie pod ziemie.
Powiedzcie mi czy lepiej bylo odrazu uciekac czy tylko by mnie to oslabilo. Waze w porywach do 75kg wiec zadna waga ciezka ze mnie. Jeden koles byl szerszy znacznie odemnie a reszta normalna. Z tym ze ten szerszy lezal czesciej od tego drugiego bo z trzeci dobiegl zapozno zeby cos zdzialac. Nie trenuje zadnych sztuk walki ino na silownie pomykam 3 razy w tygodniu. Tak jak bylem ubrany dzisiaj wygladam niepozornie wiec nie wiem co moglo miec wplywa na ten napad. Nie chcieli kasy ani tego typu podobnych. Odrazu jeden mnie probowal uderzyc. Moze nie zdazyli czegos zazadac. Moze mysleli ze nie dam im rady i pozniej mnie skoroja albo popisac sie chcieli i im nie wyszlo. Pijani nie byli chyba ze nacpani bo z zawzietoscia probowali mi cos zrobic.
Miasto nie jest wielkie wiec napewno ich spotkam i sie odegram.
Napiszcie co o tym sadzicie, jak opanowac nerwy i racjonalnie myslec podczas takiej sytuacji. Jestem bezkonfliktowy i nigdy nie szukam zwady. Teraz chyba nie mialem wyjscia. Jak sie zachowac nastepnym razem ?