do mających taką władzę - miałąbym prośbę o kasację posta powyżej bo się raz machnełam i zamast zedytować mi się zacytowało
jest i relacja :) - UWAGA DŁUGIE!
ostatnie 3 dni zostały spędzone na Podlasiu. dla mnie to rewelacyjna przygoda, czas zleciał szybko, ciekawie, ale stresu też trochę było...dla mnie to krótki czas, przez który dowiedziałam się o dwóch dyscyplinach sportowych (triathlon i ciężary) więcej, niż przez ponad rok, odkąd się nimi interesuję i próbuję je wybitnie nieudolnie uprawiać. uzmysłowiło mi to jak mało wiem i jak żałosną amatorką jestem.
ale po kolei...
Piątek 25/08 zaczał się wcześnie, bo już o 5 rano obudził mnie taki kłujący stresik, który nie pozwala jeść ani spać ani robić niczego sensownego. spakowana dzień wcześniej, wyruszyłam na wschód, na miejsce dotarłam po ok 5 godzinach, gdzieś ok. 14.30. na 17:00 byłam ustawiona na trening z Nightingalem.
NIGHTINGAL
na początek wybaczcie, że nie będzie zdjęć z Nightingalem z treningu. taka była wola Nighta, stąd prośba o jej uszanowanie. Wszyscy wiemy, że Nightingal jest jak Yeti - każdy o nim słyszał, ale niewielu go widziało. mogę tylko powiedzieć, że łapy ma TAAAAKIE, klatę taaaaką a grzbiet TAAAAAKI. jest pięknie zbudowany :)
na siłce spędziłam z nim prawie 4 godziny. widziałam jego trening a jednocześnie poświęcił mi kupę czasu - spojrzał i na mój przysiad, i na
martwy ciąg i na wszystkie możliwe wyciskania i wiosłowania, pokazał wszystkie możliwe ustawienia rąk na sztandze czy nóg na suwnicy, wraz z zależnościami z tego wynikającymi, został zasypany gradem (głupich) pytań, na wszystkie cierpliwie odpowiadał. Otworzył mi oczy na wiele rzeczy. tak - mogę zdecydowanie powiedzieć, że po takiej sesji jestem dużo bardziej świadoma... swojej niewiedzy.
**
Po tak intensywnym dniu do kolacji w hotelu poczęstowano mnie kieliszkiem lokalnej nalewki. wystarczyło to, żeby paść jak kawka i obudzić się następnego dnia, czyli w sobotę - dniu cross triathlonu.
TRI
był to mój zupełny debiut jeśli idzie o jakiekolwiek zawody, w których występuje pomiar czasu. niestety zawody bezlitośnie zweryfikowały kompletny brak przygotowania. te moje miesięczne podreptywania to jakaś żałosna parodia i żenada. przede wszystkim - co mnie zgubiło to woda, a w zasadzie kilka czynników:
- styl pływacki - żaba to nie styl na tri, wolny i nieefektywny
- brak doświadczenia w pływaniu na otwartych wodach. Otwarta woda o sporej głębokości to niestety nie ciepły basen, gdzie można nawet 2 godziny zasuwać. wystraszyła mnie głębokość.
Inna sprawa to fakt, że do tej pory 'trenowałam' (jeśli tak mogę się wyrazić, bo to za duże słowo) każdą z tych dycyplin oddzielnie - kumulacja jednej po drugiej bez wcześniejszego przetestowania takiej kombinacji sprawiła że sił była niedostateczna ilość.
Pochwalę się, że zajęłam zaszczytne ostatnie miejsce.
na pewno - jeśli chciałabym jeszcze kiedyś wystartować - to dobry kraul trenowany na otwartych wodach to podstawa tutaj.
Ale ogólnie - przygotowanie zawodów i atmosfera sportowa i kibicowa na najwyższym profesjonalnym poziomie. mimo porażki nie żałuję udziału wogóle. byłam, zobaczyłam - mam rozeznanie jak to wygląda. debiut - mimo że słaby wybitnie - był dla mnie doskonałą lekcją praktyczną, gdzie jestem słaba i na co zwrócić uwagę w przyszłości.
PODLASIE
Po triathlonie wsiadłam w samochód i zrobiłam jeszcze ze 100 km po okolicy; z fajniejszych rzeczy - zobaczyłam Bug z zamkowej góry w Drohiczynie i zahaczyłam o Grabarkę - świętą górę prawosławnych. Był też jeden zonk - chciałąm zobaczyć Mielnik, wylądowałam w Zabużu. Przez chwilę miałąm genialny pomysł zwiedzić Brześć - jednak dopiero po chwili zczaiłam że to już nie jest Polska ...Podlasie to piękna kraina, warta zobaczenia nie jeden raz.
Podobnie jak tutejsza kuchnia. Z lokalnych atrakcji sprobowałam kiszki ziemniaczanej i kartaczy. Cudo.
Po kolejnym intensywnym dniu wieczorem - nie mogłam się oprzeć potrawie, którą kocham nad życie - tatarowi. Tatar tej miłości nie odwzajemnił - i w nocy z soboty na niedzielę miałam coś w rodzaju zatrucia pokarmowego. nie spałam pół nocy, rano się czułam jak po jakiejś imprezie całonocnej, a tu na chatę trzeba. Ostatkiem sił po 5 godzinach podróży - dotarłam szczęśliwie do domu.
Chciałabym w tym miejscu podziękować bardzo mocno raz jeszcze Nightowi, za poświęcony na treningu czas, cierpliwość oraz za triathlon w całokształcie.
Czas spędzony na Podlasiu wiele mnie nauczył zarówno o własnym organizmie, jak i o sportach jakie mnie interesują.
Był również doskonałą okazją by poznać kawałek Polski, którego do tej pory zupełnie nie znałam.
Zmieniony przez - Padme w dniu 8/28/2017 9:26:55 AM
Zmieniony przez - Padme w dniu 8/28/2017 9:29:41 AM
Zmieniony przez - nightingal w dniu 2017-09-18 21:51:26