Witam,
zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc w doborze odpowiedniej diety oraz ćwiczeniach.
W skrócie: przez 1,5 roku byłam na czystym weganizmie (również bez mącznych rzeczy). Jadłam "do oporu", nieważne pory dnia, nieważna ilość - jadłam to na co miałam ochotę oczywiście bez mięsa, ryb i nabiału. Ilość węglowodanów pewnie była makabryczna :) Samopoczucie - rewelacja.
Schudłam w 8 m-cy 40 kg.
Obecnie ważę 63 kg. Waga stanęła jak zamurowana od praktycznie końca lata ub.r. Ciało również pomimo, że systematycznie ćwiczyłam (hula hop po 1h, ćwiczenia z ciężarkami, Tiffany na boczki). Całość pozostawia wiele do życzenia - głównie jeśli chodzi o wymiary. Ciało jest sypkie a nie jędrne + nadmiar skóry. Od dłuższego czasu okrutnie mnie to irytuje (szczególnie to ciało). Teraz ćwiczę mało.
Od trzech dni zmieniałam całkowicie sposób odżywiania. Wprowadziłam nabiał i ryby. Do mięsa nie chcę wracać. Czuję się dziwnie. Organizm chyba szaleje, samopoczucie marne. Do sytości z tych posiłków daleko. Ciągle bym coś podjadała.
Już sama nie wiem czy dobrze robię. Chcę to jakoś uporządkować ale boję się, że teraz będę tyć zmieniając o 180 st. swoją dietę.
Czy to jest dobre rozwiązanie?
Czy nie przytyję od takiego jedzenia?
Niech mnie ktoś uświadomi, bo im więcej czytam i próbuję znaleźć rozwiązanie, tym bardziej głupia jestem i mam więcej wątpliwości.
Być może przyzwyczajenie organizmu do tak ogromnych ilości węglowodanów spowodowały, że kompletnie nie spalałam tkanki tłuszczowej? Z tego co zdążyłam doczytać na różnych forach właśnie to może być przyczyną.
Proszę o jakąś pomoc, poradę.
Obliczyłam swoje CPM - wyszło po odjęciu na redukcję 1460 kcal.
Jakie ćwiczenia?
Nie mam czasu na siłownię - jedynie do dyspozycji konkretne hula hop :), ciężarki 2 kg,, platformę wibracyjną
Z góry będę wdzięczna za pomoc
Pozdrawiam
nieuzasadniona
zwracam się do Was z ogromną prośbą o pomoc w doborze odpowiedniej diety oraz ćwiczeniach.
W skrócie: przez 1,5 roku byłam na czystym weganizmie (również bez mącznych rzeczy). Jadłam "do oporu", nieważne pory dnia, nieważna ilość - jadłam to na co miałam ochotę oczywiście bez mięsa, ryb i nabiału. Ilość węglowodanów pewnie była makabryczna :) Samopoczucie - rewelacja.
Schudłam w 8 m-cy 40 kg.
Obecnie ważę 63 kg. Waga stanęła jak zamurowana od praktycznie końca lata ub.r. Ciało również pomimo, że systematycznie ćwiczyłam (hula hop po 1h, ćwiczenia z ciężarkami, Tiffany na boczki). Całość pozostawia wiele do życzenia - głównie jeśli chodzi o wymiary. Ciało jest sypkie a nie jędrne + nadmiar skóry. Od dłuższego czasu okrutnie mnie to irytuje (szczególnie to ciało). Teraz ćwiczę mało.
Od trzech dni zmieniałam całkowicie sposób odżywiania. Wprowadziłam nabiał i ryby. Do mięsa nie chcę wracać. Czuję się dziwnie. Organizm chyba szaleje, samopoczucie marne. Do sytości z tych posiłków daleko. Ciągle bym coś podjadała.
Już sama nie wiem czy dobrze robię. Chcę to jakoś uporządkować ale boję się, że teraz będę tyć zmieniając o 180 st. swoją dietę.
Czy to jest dobre rozwiązanie?
Czy nie przytyję od takiego jedzenia?
Niech mnie ktoś uświadomi, bo im więcej czytam i próbuję znaleźć rozwiązanie, tym bardziej głupia jestem i mam więcej wątpliwości.
Być może przyzwyczajenie organizmu do tak ogromnych ilości węglowodanów spowodowały, że kompletnie nie spalałam tkanki tłuszczowej? Z tego co zdążyłam doczytać na różnych forach właśnie to może być przyczyną.
Proszę o jakąś pomoc, poradę.
Obliczyłam swoje CPM - wyszło po odjęciu na redukcję 1460 kcal.
Jakie ćwiczenia?
Nie mam czasu na siłownię - jedynie do dyspozycji konkretne hula hop :), ciężarki 2 kg,, platformę wibracyjną
Z góry będę wdzięczna za pomoc
Pozdrawiam
nieuzasadniona
Krzysztof Piekarz