Zrobiłam sobie dziś nowe zdjęcia, chyba trochę lepsze jakościowo, więc jeśli trzeba, mogę wstawić.
Dziś byłam na jednorazowym wstępie w fitness clubie, bo chciałam iść na aerobik (zrobić sobie dzień areo). Myślałam, że to będzie ogólnie tańczenie na stepach, ewentualnie z jakimiś ciężarkami, jednak na miejscu okazało się co innego. Piszę co było:
- większość treningu, myślę, że ok. 35 min. były
ćwiczenia ze sztangą. Pierwszy raz w życiu ćwiczyłam ze sztangą. Więc wzięłam sobie jak najlżej, co by się nie zbłaźnić i nie umrzeć na pierwszym treningu. Więc wzięłam dwa talerze po 1 kg czyli w sumie 2 kg... Wiem, że to wstyd, ale pod koniec tych ćwiczeń bolały mnie już ramiona (drżały). Ćwiczenia były różne - martwe ciągi, na bicepsy, na tricepsy (francuskie), przysiady, na stojąco, na leżąco, ogólnie cały czas ćwiczyłyśmy z krótkimi przerwami (do 30 s.)
- potem były brzuszki i rozciąganie.
Czułam mięśnie ramion, tyłka, ud i brzucha. Jednak w ogóle się nie spociłam, nie byłam zmęczona, tylko mięśnie miałam zmęczone (ramion bardzo, brzucha też, reszta tak sobie). Więc wydaje mi się, że to bardziej trening siłowy był niż areo. Więcej już na to nie pójdę tak czy siak, więc normalny pierwszy trening siłowy zrobię sobie za dwa dni, a nie jutro tak jak chciałam pierwotnie.
Większość dziewczyn miała większe ciężary, więc się nie popisałam. Jedyna rzecz, z ktorej jestem u siebie zadowolona to fakt, że na 20 dziewczyn byłam jedną z chyba dwóch, które potrafią się położyć na swojej prostej nodze przy rozciąganiu, nawet po pół roku nie robienia gimnastyki.
Ponadto dziś w tym klubie chyba pierwszy raz w życiu widziałam na żywo co najmniej 2 kobiety z perfekcyjnym ciałem, po prostu miodzio, więc jednak takie istnieją i nie tylko w photoshopie. Zazdrość mnie zalała:( Zastanawiałam się też, czy to któraś z was, z Ladies SFD :)
Trening plus sauna (3 wejścia) zajęły mi w sumie 3 godziny, z przebraniem, myciem itd. Strasznie dużo czasu to zabiera. Jeszcze dodać gotowanie... Ja to mogę, ale nie wiem, jak pracujące, mężate i dzieciate znajdują na to czas...
Co do miski, to popełniłam błędy. Sernik i czekolada, na szczęście mało. Poza tym coś czuję, że kabanos i frankfurterki nie są mięsem dobrym jakościowo..? Kolejnym błędem było to, że pół godziny po treningu (choć nie przesadzajmy, ciężki to on nie był) miałam do zjedzenia tylko jabłko. Pewnie powinnam mieć jakieś źródło białka do tego. Ostatni posiłek to jest 1,5 talerza krupnika. Nie wiem, jak mam liczyć zupy, więc wywaru jako takiego nie liczyłam, tylko warzywa, które się wrzuca w miskę, czyli ziemniaki i marchew, do tego mięso z zupy i kaszę. Jak to źle, to mnie poprawcie. Aha to była szyja kurczaka, ale nie ma tego na liście, więc dałam jako pierś.
No i kupiłam sobie wagę kuchenną z Rossmanna tak jak polecałyście, więc teraz już nie będzie na czuja ani z ilewazy.
Kupiłam też chleb razowy na zakwasie, bo nie mam maszyny do robienia w domu na razie, szukałam najlepszego w sklepie, ale i tak ma w składzie syrop glukozowy z pszenicy, słód pszenny i słód żytni, więc nie wiem, czy jest w pełni dobry, ale lepszego nie było (szukałam też żeby był bez drożdży).
OK, rozpisałam się, nie sądzę, by to ktoś przeczytał, ale skoro to mój dziennik, to notuję wszystko co uważam za stosowne.
