Lukam w dzienniki w tym dziale w zasadzie już od czasów gimnazjum. Szczególnie Przemka Górynowicza, Cayka, który mam nadzieję, że niedługo tu wróci :P, Mariusza Żaby, wcześniej Adama Sukera i Łukasza Modzelewskiego, a także Solarosa. Teraz czas także na mój
.
O mnie:
Więc jestem sobie takim Stasiem XD, 22 lata skończone przedwczoraj, więc dalej gówniak
, ale już nie taki młody
Trenuje właściwie od 2013 roku, z tym ze wtedy były to pompki, brzuszki i od uja biegania, celem schudnięcia... Gruby nie byłem, raczej taki skinny fat, ale wpłatąłem się wtedy dość konkretnie w anoreksje. Dość nietypową, bo z jednej strony widziałem jak chudnę, bałem się tego i nie podobało mi się to, a z drugiej obsesyjnie goniłem za progresem we wszystkim co robiłem - nauka, "treningi", bieganie, "bycie dobrym dzieckiem", gra na pianinie, różne inne sporty, no i odchudzanie, bo to przecież cyferki i łatwo to kontrolować... Zawsze mozna zjeść mniej i spalić więcej, a że ciało i mózg się domaga to fajnie mieć nad nim kontrolę i wygrywać "rywalizacje", mniej więcej taki był mechanizm. Ogl grubo.
Suma sumarum przy 176cm wzrostu zjechałem do 32kg, prawie się wykończyłem, długie tygodnie byłem warzywem, a chociażby nauka chodzenia trwała kolejne pół roku
No i dobra koniec smetów, wyszedłem ze szpitala z wagą 50kg i dalszą presją, że "muszę przytyć". Jeszcze w szpitalu trafiłem na filmik z Kaiem Greenem pozującym do Dirty Diana w 2007 :D i bardzo mi się to wtedy spodobało. Zlapalem trochę zajawki na kulturystykę, zacząłem już umieć lepiej rozróżniać kto przekazuje wartościową wiedzę i unikać chociażby artykułów z mens healtha, które mocno przyczyniły się do mojej anoreksji
. Pierwszą ławeczkę udało się zamówić, odebrać i skitrać w domu dopiero za którymś razem, bo oczywiście wszyscy byli przeciwni temu żebym ćwiczył. Tak samo treningi robiłem "w ukryciu". W międzyczasie trwały też przygody z endokrynologami, przysadka po tym wszystkim odmówiła posłuszeństwa, nie dało się jej ruszyć, testosteron oczywiście był wyzerowany, podobnie hormony tarczycowe - bardzo mocna niedoczynność, no ale testosteronu przecież endokrynolog dziecięcy nie przepisze, bo mam naście lat, co z tego, że wynik wychodzi 0,003ng/dl. Zmieniałem endokrynologów, byłem odsyłany do psychiatry, bo przecież ćwiczę, więc napewno chce testosteron, żeby doyebac
, potem trafił się jeszcze Pan endokrynolog, który uznał, że przepisze mi paczkę prolongatum i się testosteron uzupełni
... no ale dzięki temu wszystkiemu sam zlapalem bakcyla i zacząłem wertować podręczniki dot. fizjologii, endokrynologii itd., trafiłem na ogarniętą endokrynolożkę i zacząłem powoli zdrowotnie wychodzić na prostą.
Podczas jednego z treningów na siłowni PowerPit w Gdańsku (kto miał okazję być ten wie co to była za miejscówka ;)), robiąc swój trening podbiło do mnie "dwóch wielkich gości" i pytają czy startuje i wgl, na co lekko zszokowany wydukałem tylko "ale w czym". Chodziło o trójboj, o którym nie miałem wtedy większego pojęcia, ale w głowie zostało, a na tych "wielkich gościach" widocznie ciągi 220kgx3 u dzieciaczka ważącego koło 70kg zrobiły wrażenie. Jakiś czas później trafiłem na fb na ogłoszenie od Barbell Brothers, którzy szukali zawodników do sekcji trójboju, więc napisałem i zacząłem z nimi działać. Od chłopaków wyniosłem ogrom wiedzy treningowej, a także zrobili mnie bardziej "ludzkiego", bo byłem wtedy jeszcze mocno aspołeczny i poniekąd pomogli w kwestii diety. Wiadomo jak to u trójboistów wygląda
, ale dla mnie było to wówczas wartościowym doświadczeniem, zobaczyć, że nie trzeba jeść ortodoksyjnie czysto, żeby osiągać coś w sporcie. Teraz żebyście nie zrozumieli mnie źle - po prostu udało się złapać balans, bo podejście do jedzenia, mimo, że już ilościowo normalne to jak chodzi o dobór produktów, jedzenia na zegarek itd miałem mega ortodoksyjne.
Z chłopakami nie działam już od roku, ale jestem mega wdzięczny za wszystko, singlet narazie niestety musiałem odwiesić, od 2 lat mam problem z bólem w okolicy guza kulszowego, przerobiłem w tym czasie kilku fizjo, robiłem usg, rtg, rezonanse i było wszystko pikobelo, dopiero w grudniu ortopeda wysłał mnie na rezonans kręgosłupa lędźwiowego i okazało się, że przyczyną jest ucisk na nerwy rdzeniowe przez przepukline na odc L4 - L5, która już nadawała się do operacji, ale jedynym objawem, był wtedy niespecyficzny ból w tamtym miejscu. Dyscektomie mam zaplanowaną na 23 sierpnia. Od tego czasu 2x pojawił się stan ostry i tak jak w życiu nie czułem bólu w plecach, tak wtedy naprawdę miałem okazję się przekonać jak to potrafi boleć xD. Mimo to przerw od treningów nie miałem. Nawet nie mogąc chodzić z powodu ucisku na nerwy i paraliżu obu nóg, miałem możliwość trenować dzięki koledze, który mi pomagał i swojemu, "home gym", który na ten moment jest już naprawdę konkretnie wyposażony.
Aktualnie jestem po starcie na zawodach w Sopocie, na który zdecydowałem się 8 tygodni przed. Ulany nie byłem, więc forma myślę, że była przyzwoita
Ostatnie miesiące bujałem się bez większego celu treningowego i potrzebowałem zajawki na nowo i tak jak w dniu startu jeszcze zastanawiałem się czy mi się to spodoba, tak teraz już wiem, że na jednym się nie skończy
. Aktualnie w planach do operacji rebound, potem pewnie na czas rehab kcal na utrzymanie i co dalej to zobaczymy, z jednej strony ciągnie mnie już mega do kolejnych startów, ale z drugiej warto mieć chłodną głowę, a nie podejmować decyzje przez pryzmat tego, że teraz jestem nakręcony. Długoterminowo chciałbym też nałożyć na siebie jeszcze sporo mięsa, bo to co mnie jara w BB to ten freak factor, docięcie, waskularyzacja i wielka masa mięśniowa, sylwetka na którą patrzysz i zastanawiasz się "kurva jak do tego doszło", ale wiem, że to jeszcze dłuuuga droga 
Mam nadzieję, że po tym pierwszym poście nie uznacie mnie zbytnio za psychola
, bo background wyszedł chyba dość oryginalny
, ale mimo wszystko chciałem, żeby to tu było, a teraz lecimy po swoje
. Wrzucam od razu parę fotek, żeby było kolorowo :)
Zmieniony przez - ElSroczka w dniu 2021-07-14 18:45:38
Zmieniony przez - ElSroczka w dniu 2021-07-14 18:47:09
Krzysztof Piekarz


. Więc mam świadomość, że jest jeszcze duży margines do poprawy