Taka scenka rodzajowa z dzisiaj (nie pierwszy raz widzę coś takiego). Wpadam z rana do Lidla i do lodówek, bo może jakieś cycki w promo dołożyli. Są. Trzy opakowania aż, ale zawsze to lepiej niż nic. Obok stoi taka przysłowiowa Grażyna z Januszem i trzyma w ręce jeszcze jedno opakowanie i słyszę dyskusje.
Grażyna: "zobacz piesi w promocji, weźmiemy"
Janusz się krzywi i stwierdza "Eee, ja tam nie lubię..."
Grażyna "Ale w promocji, no zobacz taniej jest. Dołożymy boczku i w panierkę to się jakoś zje. I z sosem".
Wrzuciła do koszyka i zagląda do lodówki, potem spojrzenie na mnie bo jej zgarnęłam resztę, jakby spojrzenie zabijało...
Czyli ludzie kupią nawet to czego nie lubią byleby w promocji było. Nie ogarniam tego, bo było np promo na schab i karkówkę, a jakbym nie musiała liczyć wszystkiego (ostatnie 2 tygodnie redukcji przed przerwą) to bym wolała się tej karkówki nawpierdzielać albo chociażby udek z kurczaka.
To samo z twarogiem: wrzucam do koszyka bo potrzebuje. Jakby było promo to bym się cieszyła, ale jest czy nie to kupić i tak muszę. Wrzucam do koszyka, przygalopowała inna Grażyna i mi wisi na plecach. "Promocja na ten twaróg jest?". Mówię, że nie, nie ma. Ona zdziwiona "Na pewno nie ma? Bo tyle bierze". Ja "Na pewno nie ma, bierze bo potrzebuje". Ja sobie poszłam a Grażyna jeszcze dobrą chwilę stała i ceny sprawdzała
Zmieniony przez - Nanit w dniu 2018-05-19 10:22:52