A to ćwicząc x lat nie pamiętasz jakiś obciążeń używasz na treningu?
wiadomo ze zmienając kolejność ćwiczeń obciążenia będą się zmieniać, bo jeśli jakieś ćwiczenie wykonamy jako np 2gie, a na innym treningu jako 6ste to obciążenie będzie inne.
Zauważ też ze napisałem, że zawsze gdzieś na poczatku jest ćwiczenie wielostatowe. U mnie to najczęściej wyciskania, wiosłowanie sztangą, przysiad jest swoego rodzaju wyjątkiem bo najpierw wykonuje dwugłowe, rozciaga to czworogłowy, bo jeśli dwójka się kurczy to antagonista rozciąga, dodatkowo zwiększa sie krążenie w nogach, są lepiej dogrzane. Mam jedną nogę dłuższą i jedną krótszą i przykładowo wyciskanie nogami obunóż na suwnicy sprawia mi ból, to jednonóż już nie. Przysiad jeśli nie dochodzę do jakieś specjalnie dużej liczby powtórzeń w serii i nogi mam dogrzane to ból jest niewielki, a na drugi dzień nic (poza mięśniami) mnie nie boli.
Myśle też że nie do końca zrozumiałaś mój przekaz, ale to moja wina bo napisałem tam o róznych planach dosyć kolokwialnie, nazwając nie które plany "inne pierdy".
Ja nie mam nic przeciwko karteczka czy dzienniczkom treningowym. Progresja czy pokonywania swoich barier jest bardzo ważna, jedną z kluczowych rzeczy. Bardziej ten wpis zwraca uwagę na to że jest cała masa ludzi która ma rozpisany trening i myślą ze jeśli ściąganie drążka do klatki nie zrobią jako ćwiczenie 3cie, tylko jako np 4te, to już cały plan sie psuje i "nie urosną". Wolną stać i czekać aż ktoś łaskawie zwolni miejscówe albo przy np wyciskaniu, wyciskać na zmiane z innym trenującym, niestety często trafia sie na tz "Januszy". Ja robie np przerwy ok.90-120sek, on po 3min a czasem po minucie, jak po prostu mu się zachce. On wyciska 60kg, ja 150kg, cala masa czasu i siły na ściąganie i zakładanie co chwila ciężaru. Czekanie, zakładanie i ściaganie ciężarów często mocno dezorganizuje trening i przede wszystkim zaburza
intensywność treningu. Więc często lepiej na bieżąco nieco modyfikować swój trening niż na chama trzymać sie kolejności.
Druga i główna rzecz którą tam chciałem przekazać, jest to że ludzie mają super ułożony plan, tylko jest róznica miedzy zrobić trening a zrobić trening(wiem głupio brzmi

). Generalnie chodzi o to że jeśli ktoś trenuje naprawdę cieżko, czyli jak już czuje że robi sie trudno ale walczy do końca, nie odpuszcza i ta seria która ma być wykonana do upadku mięśniowego jest zakończona poddaniem się ciała a nie głowy, to wtedy ma sens. Robisz serie, już nie masz siły, ale glowa mówi dawaj! jeszcze jedno! nie zrobiłeś bo zwyczajnie ciało odmówiło posłuszeństwa. A teraz przychodzi ktoś kto ma pięknie rozpisany plan i w sumie robi co ma zrobić ale wszystko jest takie, odbębnione, niby jest, niby ok, ale jak już tylko robi się naprawdę cieżko to kończy serie nie walczy, dalej.
I teraz pytanie kto będzie robił większe postępy? Ktoś ćwiczy na średnio ogarniętym planem, ale daje z siebie 100% na treningu czy ktoś który ma rozpisany bardzo dobry plan ale ćwiczy na 3/4 możliwości a bariera siedzi w głowie?
Stąd przez długi okres jak pracuje jako trener i bywam na różnych siłowniach w całej Polsce, to bardzo często spotykam osoby które jedzą i ćwiczą tip top, wszystko idealnie według planu, z zegarkiem w ręku, zaangażowani na 100%, a wyniki są słabe/średnie bo gdzieś w tym wszystkim brakuje jaj. Znowu spotykam gości którzy nie czytają forów o tematyce sportów sylwetkowych, nie czytają branżowej prasy, nie znają najnowszych badań i artykułów. Po prostu jedzą konkretnie i bardzo cieżko trenują mimo że plan jest jest wymyślony przez nich na szybko, ale naprawdę zapierdzielają z jajem. I właśnie CI żyjący w niewiedzy, bardzo często biją na głowe wynikami tych idealnie ułozonych.
Uprzedzam że doping nie ma tu nic do rzeczy bo bardzo wiele osób go stosuje, często tacy którzych sie nie podejrzewa o posiadanie karnetu na siłownie. Dlatego nie zakładajmy że osoby ćwiczące agresywnie i ciężko biorą, a osoby poukładane nie biorą.
Oczywiście kwestia genetyki nie jest tu bez znaczenia. Nie mniej zwracam po prostu uwagę że plan jest planem, jest ważny ale kluczem jest to JAK TEN PLAN WYKONAMY a nie jak on wygląda na papierze.
Dawidos - stosowanie SAA nie jest środkiem antykoncepcyjnym. Zmniejsza płodnośc jasne, ale jak wiadomo wystarczy jeden plemik by zapłodnić. Sam zresztą spłodziłem zdrową córkę będąc ON. Znam też osoby co były kilka lat na towarze i też mają dziecko/dzieci. Znam też gości ktorzy ładowali co w ręce wpadło przez grube lata, hcg w ogóle nie stosowali. Po zejściu z towaru i przyjmowaniu hcg, po pewnym czasie się udało. Znam za to osoby które nie przyjmują żadnych używek a mają problem z potomstwem. Więc pewności nie możesz miec nigdy. Jedna rzecz jest pewna, długotrwałe stosowanie saa zmniejsza Twoją płodność ale nie czyni Cie w 100% bezpłodnym, dodatkowo ważne jest żeby jądra pracowały więc warto co jakiś czas suplementować hcg. Jak? jedni podają co 8tyg cyklu, inni co 12, jeszcze inni jak im się przypomni

nie którzy lecą np 500-1000iu raz na tydzien przez cały cały czas będąc na cyklu po to żeby zapobiec atrofii jąder.