I od razu też wpiska za dziś, bo nie wiem, jak potem moja energia...
Całe te pracowe sprawy, wielkie kombinowanie od kilku dni, bo umowa, bo jedzenie, bo dojazd, bo coś tam... Skończyło się krótko mówiąc beznadziejnie. 5:15 zbiórka, więc pożyczyliśmy od kolegi samochód i pojechaliśmy. Tam wpisanie się na listę, otrzymanie takich śmiesznych koszulek czy jak to nazwać... No taka norma. A potem był autobus, który miał Nas rozwieźć po Gdańsku... Na 120 osób jeden autobus. Przegubowy, ale i tak było ciasno. A samochodem nie można było jechać, bo nie było przydzielone kto gdzie ma być i nic nie było jasne. Wysiedliśmy w okolicach starówki i tak siedzieliśmy, bo nasz jakby szef pojechał dalej rowerem. (Ogólnie ten autobus jechał po Gdańsku za kilkoma głównymi facetami, którzy jechali na rowerach). Jak przyjechał to się okazało, że on nie jest z tej firmy, co my. Że nasza firma tylko skupia ludzi, a potem oddaje ich pod inne firmy. Ludzie, którzy rozstawiają barierki też z innej firmy. Ogólnie każdy zajmuje się czymś innym. No, ale przydzielił Nas i każdy stał po jednej stronie przejścia dla pieszych. Praca ciężka nie była... 2,5h czekania na maratończyków, a potem tylko pilnowanie ludzi, żeby nie wchodzili na ulicę. Ale kurczę... Ludzie widzą, że biegnie maraton. 2 tys osób biegło trochę ciężko nie zauważyć. Stoją osoby, mówią im, że proszą, aby przeszli, gdy będzie przerwa w trakcie maratonu. A Ci w ogóle nie słuchają, idą i przeszkadzają. Chamstwo. Ten maraton jest nagłośniony, w każdym tramwaju wywieszona kartka ze zmianami połączeń w ten dzień, na ulicach, gdzie był maraton, wcześniej wisiały informacje, że będzie i że będzie utrudniony ruch. A oni i tak idą... Mi się na szczęście zdarzyły tylko 2 takie osoby, ale po innych przejściach chodzili częściej.
Ogólnie to jestem zachwycona, bo tyle ludzi biegło. Biegli mężczyźni z wózkami z dziećmi, jeden mężczyzna pchał wózek inwalidzki z takim no już doroślejszym chłopakiem... Starsi ludzie biegli, tacy koło 40-50, młodzi. 42km przebiec... Dla mnie to rzecz niemożliwa, a przecież tam nie było większości jakiś sportowców, którzy z tego żyją, tylko normalni ludzie. Nawet mojego wujka widziałam jak biegł ;)
Ale wracając do niemiłych części... To to całe szefostwo, było może od Nas starsze 5-8 lat, a byli tak wredni, niezorientowani... Oni mi najbardziej podpadli. Moim zdaniem, jeśli jest firma, która zajmuje się tak wielkim wydarzeniem jak maraton, jeden z ważniejszych czy nawet najważniejsi w Gdańsku, to powinni wiedzieć, kto, co robi, gdzie robi. Odrobinę ustaleń. A nie tak wszystko... No traktowali Nas jak czarną masę, jakieś owce. Szłam z koleżanką normalnie, do autokaru, żeby oddać te rzeczy i się odpisać i w połowie drogi wyskoczył gościu, zaczął Nas popędzać, byleby jak najszybciej nas odpisać. Porównując to dzisiaj z inwentaryzacjami, na które chodziłam to jest przepaść. Na inwentaryzacjach szefowie wiedzieli, co robić, mięli listy, można się było z Nimi dogadać, traktowali normalnie... I chociaż cięższa troszkę praca niż ta dzisiejsza to przez to otoczenie tego szefostwa o wiele normalniejsza praca i bardziej uporządkowana.
Planuję być w przyszłości menadżerem i chyba dobrze zdobywać takie doświadczenia ze stanowiska pracownika tego najniższego... Żeby później wiedzieć, czego pilnować u innych pracowników. Nie pozwoliłabym, żeby moi podwładni źle traktowali ludzi pod sobą.
No to się rozpisałam, ale się musiałam wyżalić, bo jestem zdegustowana dzisiejszą sytuacją... Poza tym mocniej się rozchorowałam i tak czuję zatoki, katar i męczący kaszel... Nie wiem, jak z jutrzejszym treningiem. Mam nadzieję, że będę się lepiej czuła i będę mogła normalnie pójść ;)
I mam nadzieję, że jutrzejsza waga i miara wynagrodzi mi dzisiejszy tydzień... Bo dieta trzymana, tylko te frytki... Ale nie były one jako dodatkowe, a wliczone, więc chyba jakoś aż tak źle nie powinno być.
A treningi zrobione, cardio zrobione, wyskakane na koncertach, doszedł jeszcze skalpel Ewki i spacerki... Jeszcze chyba tak aktywnego tygodnia nie było. Więc mam nadzieje, że dostanę nagrodę z rana... A jak nie to będzie mi smutno ;<
Dziś tylko zdjątko obiadu, który został stworzony z wczorajszego... Wątróbkę muszę jeszcze zjeść, ale będzie podobnie wyglądała pewnie jak w piątek ;)
Przepraszam, że dziś tak długo...
Miłego wieczoru!
Zmieniony przez - korniczatko w dniu 2016-05-15 19:03:36