Uch. No to ten poprzedni trening zapisałam tu źle, trzeba sobie podzielić. Zapamiętam, odtąd będzie poprawnie. Dzięki!
No i myślę, że tak, w końcu coś wstawię, ale jeszcze muszę się oswoić z tym pomysłem. Na razie jeszcze bardziej komfortowo czuję się, pokazując coś jakiemuś jednemu człowiekowi na żywo, a nie, powiedzmy, szerszej publiczności. Niezależnie od tego, jak głupie by to się nie wydawało (wiem, że głupie i dlatego staram się to zwalczyć).
No to następnym razem dorzucę obciążniki. Hm. Może dać w kość, ale te ćwiczenia na brzuch i przenoszenie nogi są - jako jedyne - czymś, do czego jestem przyzwyczajona z treningów pole dance. Więc o ile w ćwiczeniach ze sztangą czy sztangielkami jestem jeszcze na etapie przyzwyczajania się w ogóle do tego, że coś gdzieś mam trzymać i dźwigać, o tyle w tych bez niczego myślę, że mogę spróbować coś dorzucić.
W poniedziałek zrobiłam kolejny:
0. Kilka podejść do podciągania na rurce w ogródku, ale jest za szeroka, mam problem z chwytem, bardziej walczę, żeby nie zjechać niż żeby się podciągnąć. No ale "coś tam" było, a że nie było specjalnie efektywnie, to zrobiłam szrugsy.
1.
Szrugsy ze sztangielkami 3 x 15
6,7 kg
2a. Pompki wąsko 12, 11, 10
2b. RDL 3 x 12
27 kg
3a. Wyciskanie sztangielek, stojąc 10, 8, 9
6,7 kg
3b. Przysiad bułgarski ze sztangielkami 12, 8, 8
6,7 kg
4a. Dead bug 20, 18, 19
4b. Plank 3 x max
4c. Side plank 3 x max
Tym razem nie mokra i nawet nie aż tak bardzo zdechła.
Może jednak uda mi się ogarnąć coś z tym drążkiem, ale to dopiero po świętach.
Poza tym mam problem z wyciskaniem sztangielek w staniu. Trudno mi ustabilizować ręce niezależnie od ciężaru i przez pierwsze dwie serie. Przy trzeciej serii, gdzie to 6,7 kg to było dla mnie bardzo dużo i myślałam, że już nie dam rady, nagle zrobiło się dużo lepiej, stabilnie, dopiero przy ostatnim powtórzeniu zaczęłam "drżeć", ale to już ze zmęczenia i braku mocy. Tylko że wiem, że to nie tylko wina ciężaru, bo jak biorę hantle po 3 kg, to problem mam ten sam. I teraz nie wiem, czy robić dalej to, co robiłam, czyli skupiać się na tej stabilizacji i czekać, aż jakoś samo minie, czy może najpierw zrobić dwie krótkie serie z małym obciążeniem, żeby się przyzwyczaić, a potem 2 czy 3 (jeśli dam radę) już porządnie. Bo wychodzi na to, że na etapie "padam, nie dam rady więcej", to ćwiczenie wychodzi mi dużo lepiej.
Po treningu standardowo zrobiłam stretching nóg. Jakoś lepiej mi się żyje z nogami po siłowym.
No i pierwszy raz nic, ale to absolutnie nic złego nie czuję, a już środa. Znaczy, nic nie boli, zero zmęczenia materiału, nawet ten lewy poślad znowu przestał istnieć. ;)
Wczoraj za to był pole dance i sporo siłowych rzeczy. Rozmaite stania na rękach szły mi wyjątkowo pięknie, deadlifty do shoulder mounta lepiej i łatwiej niż zwykle, a combosy z handspringami zupełnie katastrofalnie, ech. Powtarzam sobie, że nie można mieć wszystkiego i że kiedyś będzie lepiej, ale jednak mnie to trochę dobija. Pierwszego handspringa zrobiłam ponad 1,5 roku temu i mam wrażenie, że od tamtej pory w ogóle nie posunęłam się do przodu w tym temacie.
