To co napisałeś ma jak najbardziej sens i myślę, że wiele osób z tzw. zapaleniem prostaty ma problemy natury psychicznej. Nie jest to już jednak odkrycie, choć w Polsce chyba wciąż jest. W USA od ponad 15 lat leczy się ten problem z dość dużym sukcesem. Nazywa się to ból dna miednicy, a dokładnie chodzi o to, że od przewlekłego stresu mięśnie miednicy są osłabione, łatwo powstają wtedy punkty spustowe, zarówno w okolicy brzucha, miednicy, uda, pleców. Dlatego niektórym pomaga chwilowo masaż, akupunktura (bowiem rozluźnia mięśnie), nasiadówki.
Proponuję poszukać informacji na ten temat. Technika leczenia została opracowana przez dwie osoby. Nazywa się Wise-Anderson Protocol. Jest książka o tym autorstwa tych osób - A headache in the pelvis. Niestety nie ma polskiego tłumaczenia. Trzeba przez kilka miesięcy po ok. 2 godziny dziennie rozmasowywać sobie punkty spustowe. Ból ustępuje stopniowo. Tę technikę wynalazł właśnie Wise, który przez 20 lat cierpiał na tzw. niebakteryjne zapalenie gruczołu krokowego, co oczywiście nie było prawdą. Bo to był ból dna miednicy oddziaływujący na penisam jądra, pośładki, podbrzusze. Sam się wyleczył i po kilku latach opowiedział o tym urologowi Andersonowi.
Na forach amerykańskich wiele osób chwali sobie tę technikę.
Proponuję poszukać informacji na ten temat. Technika leczenia została opracowana przez dwie osoby. Nazywa się Wise-Anderson Protocol. Jest książka o tym autorstwa tych osób - A headache in the pelvis. Niestety nie ma polskiego tłumaczenia. Trzeba przez kilka miesięcy po ok. 2 godziny dziennie rozmasowywać sobie punkty spustowe. Ból ustępuje stopniowo. Tę technikę wynalazł właśnie Wise, który przez 20 lat cierpiał na tzw. niebakteryjne zapalenie gruczołu krokowego, co oczywiście nie było prawdą. Bo to był ból dna miednicy oddziaływujący na penisam jądra, pośładki, podbrzusze. Sam się wyleczył i po kilku latach opowiedział o tym urologowi Andersonowi.
Na forach amerykańskich wiele osób chwali sobie tę technikę.