W poniedziałek nie udało mi się pobiegać, wyszłam z domu z nadzieją, że przestanie padać ale zaczęło napierdzielać i grzmieć to wróciłam do domu. Poniedziałek został więc dniem nietreningowym. Wczoraj czyli we wtorek zostałam niemile zaskoczona przez moją młodszą córę, odbierając ją z przedszkola czułam, że jest ciepła, w domu termometr pokazał 38 stopni. Fantastyczna sytuacją biorąc pod uwagę fakt, że czekało na mnie 15 kg ogórków do kiszenia. Na szczęście mała usnęła, a przy ogórkach pomogła mi mama. Na dzisiaj została mi jeszcze jedna partia.
Udało mi się wczoraj pobiegać, prawie 12 km. Od 4 km czułam straszne
zamulenie, odcięło mnie totalnie, ledwo doczłapałam do domu. Staw mnie rozbolał i napierdziela dalej. Dzisiaj jak tylko z małą będzie w miarę ok to będę chciała iść na siłownię.
Powiedzcie mi jak liczyć banana? Z łupą czy bez? Zawsze mam dylemat, przecież łupa jest niejadalna.
Warzywa: leczo (papryka, pomidory, pieczarki, cebula, cukinia)
To mięsko to trochę na oko liczone, bo pływało w leczu.
Warzywa: leczo (papryka, pomidory, pieczarki, cebula, cukinia)
Tutaj podobnie jak w poprzednim dniu, mięsko to trochę na oko liczone, bo pływało w leczu. Trochę przesadziłam z tłuszczem i posiłki rozstrzelone bo byłam głodna po obiedzie a chciałam iść biegać i musiałam coś wrzucić do brzucha.
Pomiary wskazują minimalne spadki, zarówno wagi jak i cm. Dla mnie to jest bardzo dziwne, bo trzymam czystą miskę, ćwiczę, daję z siebie dużo a tu praktycznie zero zmian. Przecież te spadki są tak minimalne, że aż śmieszne.
Zmieniony przez - dyrka w dniu 2014-08-13 10:37:51