DT/DA, B 150/ W 250/ T 73 23.11.2011
Miska:
Warzywa: pomidor, cebula, kapusta kiszona, ogórek kiszony,
Picie: woda 3 l, melisa i rumianek 3x, kawa 3x , mniszek
Suplementy TREC NUTRITION:
MCT
ZMA
L-Leucyna
Whey 100
sup. inne:kurkuma, wit.C, wit.E, olej z wiesiołka
AKTYWNOŚCI:
->
Trening, dzień 2
->
Fitness + inne = 3 h
Uwagi potreningowe:
Wprowadzenie: w chvi ludzi na siłce, z przewagą małolatów, z którymi „walczyłam” o moje leszczarsie obciążenia. Sporo przestojów, korków, choć ja i tak miałam łatwej, bo ustępowali mi miejsca
A1. Martwy ciąg (klasyczny) – początki wyglądały obiecująco, ale finisz… się nasapałam, zaklęłam szpetnie i miałam
mroczki przed oczami.
A2. Wyciskanie sztangielek na skosie – tu młodziaki bawiły się sztangielkami, użyłam sztangi. Początki jak wyżej, ale koniec… no było ciężko.
B1. Przyciąganie drążka wyciągu do brzucha siedząc – szło dobrze. Podeszłam ambitnie do zwiększenia ciężaru, ale kaleczyłam technicznie. Stąd ten powrót do 45 kg.
B2. Przysiad bułgarski – robiłam po raz pierwszy. Obejrzałam wcześniej filmiki, przećwiczyłam w domu, ale i tak na początku szło opornie (ciężko mi było dobrze ułożyć nogę). Obciążenie małe, ale zad i nogi piekły jak cholera.
C1. Ściąganie drążka do klatki szeroko – tu trochę lipa, bo dałabym radę więcej niż jedną sztabkę, ale dwie to już dużo za dużo było. Zmęczyłam się, czułam mięśnie, ale zabrakło mi takiego dociśnięcia.
C2. Arnoldki – jedno z moich najulubieńszych ćwiczeń. Szło ładnie, dwie ostatnie serie okraszone sporymi ilościami sapania i burakiem na twarzy.
D1. Czachołamacz – robiłam z gryfem i dopiero w ostatniej serii udało mi się wyczuć to ćwiczenie. Na początku czułam tylko łokcie, kombinowałam, ins.niby korygował, ale opornie szło.
D2. Młotki – po zakończeniu tego ćwiczenia miałam wrażenie tak spompowanych biców, że się poczułam jak koksu
Od siebie:
-> już czuję, że będzie ból jutro. Plecy, zad, czworogłowe to jeszcze po poniedziałku bolą. Jaram się
Zmieniony przez - Ruda_29 w dniu 2011-11-23 23:18:29