Poprzedni tydzień był niezwykle pracowity dla zawodników i działaczy PZKFiTS. W weekend 21-22 kwietnia odbyły się zorganizowane z wielką pompą tegoroczne Mistrzostwa Polski w Kulturystyce i Fitness w ramach targów Fit Weekend w Kielcach. Zgromadziły ponad 300 zawodników i zawodniczek z kilkudziesięciu klubów z całego kraju. A dodatkowo, uzupełnione były eliminacjami do reprezentacji juniorów i weteranów na zbliżające się Mistrzostwa Europy. Biorąc pod uwagę wprowadzone po raz pierwszy limity ilościowe, dotyczące reprezentacji klubowych, jest to zaskakująco dobry wynik.

PZKFiTS rozszerzył ilość kategorii, które sięgnęły niemal 100% tego, co rozgrywane jest obecnie w IFBB. Stąd, niektóre kategorie były „krótsze” niż na poprzednich czempionatach, ale większa liczba zawodników mogła powalczyć o medale. Jak potoczyła się rywalizacja na scenie w Kielcach?

MISTRZOSTWA POLSKI W FITNESS

Fitness sylwetkowe

Duże zmiany na pozycjach medalowych. Znane gwiazdy, jak Martyna Staszewska czy Gabriela Bregin, które odnosiły w roku ubiegłym sukcesy międzynarodowe, nie przyjechały, preferując zapewne starty w jesiennym sezonie, z Mistrzostwami Świata włącznie. Jedna z naszych megagwiazd światowego formatu, Anna Nawrot, właśnie przeszła na zawodowstwo (Elite Pro), a druga, Katarzyna Dudek, oglądała imprezę z widowni, szykując się do walki o odzyskanie tytułu absolutnej mistrzyni świata w open, wywalczonego w 2016 r w Białymstoku. Tym razem także Białystok będzie gospodarzem światowego czempionatu, a więc rywalizacja będzie wyjątkowo pasjonująca, także dla kibiców.

To otworzyło drogę do medali dla nowych gwiazd, które w kilku przypadkach zepchnęły utytułowane koleżanki na dalsze miejsca. Ale też ostro do gry weszły tegoroczne debiutantki. Świetną passę ma Anna Andrzejewska: po wygraniu kategorii open na Debiutach w Krakowie, potem tryumfowała na Mistrzostwach Śląska, a teraz ograła wszystkie rywalki w kategorii 168 cm oraz w open, zdobywając tytuł absolutnej mistrzyni kraju i przepustkę na Mistrzostwa Europy w Hiszpanii. Czyżby więc chciała powtórzyć sukces Martyny Staszewskiej z 2016 r, która po wygraniu Debiutów, kilka tygodni później została mistrzynią Europy? Piekielnie trudne zadanie, ale… wszystko jest możliwe. Wygrana 6:13 z będącą w wysokiej formie Małgorzatą Kurek świadczy o wysokich możliwościach Pani Anny i o tym, że jej sylwetka robi dobre wrażenie na sędziach. Obie zresztą będą nas reprezentowały na ME.

Kategoria najwyższa, +168 cm, to niezwykle zacięty pojedynek Małgorzaty Mackiewicz i Marty Laskowskiej, zakończony jednopunktowym zwycięstwem Mackiewicz. Brązowa medalistka poprzednich MP oraz rewelacyjna tryumfatorka Pucharu Polski 2017, Tamara Szczęśniak, trochę odstawała formą od czołowej dwójki, a szkoda, bo w pełni formy mogłaby włączyć się do rywalizacji o zwycięstwo.

No i najniższa kategoria, do 163 cm, miała swoją niekwestionowaną liderkę, Karolinę Wróbel. Na Mistrzostwach Śląska przegrała tylko z Andrzejewską, teraz uzbierała 7 punktów, a jej główne rywalki: Małgorzata Bochno i Aleksandra Grzanka były raczej zajęte sobą, gdyż ostatecznie zremisowały 12:12 na 2 i 3 miejscu, ze wskazaniem na Bochno, która przesunęła się o jedno miejsce wyżej w klasyfikacji w porównaniu do roku ubiegłego. Grzanka wygrała tegoroczne Debiuty i jest jedyną zawodniczką, której udało się wygrać z Andrzejewską (na Mistrzostwach Wielkopolski w Grodzisku).

Trzeba przyznać, że poziom i forma fitnesek sylwetkowych były wysokie i jest szansa, ze z tej grupy wyrośnie kilka gwiazd klasy międzynarodowej.

Bikini fitness

Aż 8 kategorii i prawie 80 zawodniczek. Jedna wielka gwiazda klasy międzynarodowej, piąta zawodniczka świata 2017, Katarzyna Dmochewicz, która powtórzyła swój ubiegłoroczny sukces, zostając mistrzynią Polski, tym razem w nowej kategorii, do 158 cm. Ale przepadła w open (6 miejsce), co jest sygnałem, że do szczytu formy trochę jeszcze brakuje. Jest to też dowód na to, że rywalki były w wyśmienitej formie. Mam tu na myśli szczególnie dwie renomowane zawodniczki, byłe mistrzynie Polski, Katarzynę Rodzik (dawniej Maliszewska) oraz Magdalenę Stawisiński (dawnej Koral).

Rodzik wygrała kategorię 166 cm przed dwoma obiecującymi juniorkami: Magdą Magdaleną Pisarek (zaledwie 18 lat!) oraz Natalią Pigoń (21 lat), co może nie było arcytrudnym zadaniem, ale jej tryumf w open nad całą plejadą naszych mistrzyń ma swoje znaczenie. Na mnie jednak jeszcze większe wrażenie wywarł jej błyskotliwy sukces na rozgrywanym 2 tygodnie wcześniej Diamond Cup Malta nad „niepokonaną” Słowaczką Timeą Trajtelovą. Trajtelova, która potrafi wygrywać nawet z Rosjankami, ma wyraźnego „pecha” do Polek: na początku sezonu przegrała na Dominikanie z Paulą Mocior w open. Paula, to aktualnie nasza gwiazda zawodowego bikini, startująca w konkursach Elite Pro.

Oby te sukcesy Katarzyny Rodzik doprowadziły ją wreszcie do finału, a może i medalu, Mistrzostw Europy. Pigoń przygotowała życiową formę i gdyby nie podstawowe błędy postawy w niektórych zwrotach, byłby srebrny medal (miała go po pierwszej rundzie). Jeśli usunie te mankamenty do czasu ME Juniorek, może sprawić miłą niespodziankę i wreszcie wykorzystać swoje nieprzeciętne predyspozycje sylwetowe. W tej kategorii nie powiodło się ubiegłorocznej mistrzyni Polski, Kindze Bafii, która wypadła poza podium, na 4 miejsce. Ale jest to dopiero początek sezonu i można znacznie poprawić formę.

Magdalena Stawisiński uzyskała komplet punktów w kategorii 172 cm, zdobywając kolejny tytuł mistrzyni Polski. W open minimalnie (1 punktem) przegrała w Rodzik. Na arenie międzynarodowej miała ostatnio szczęście do 10 miejsc (MŚ 2016, ME 2017). Czy teraz, będąc w życiowej formie i mając duże obycie sceniczne, zrobi kolejny krok naprzód, wchodząc do finału? Oby tak się stało! W tej kategorii wzrok przyciągała niezwykle atrakcyjna Anna Biedna, która zrobiła ostatnio zdecydowane postępy. Po pierwszej rundzie była na 2 miejscu i nie potrafię znaleźć powodów, dla których w finale przesunięto ją na 4 pozycję. Ciekawe, co przyniosą jej kolejne starty.

Trzecia w open, Anna Woźniakowska, to jedna z najbardziej utalentowanych nowych gwiazd naszego bikini, obdarzona przez naturę wymarzonymi proporcjami sylwetki. Dostrzegli to sędziowie, nagradzając ją kompletem punktów w finale kategorii 162 cm i wysoką lokatą w open. Ciekawe, jak ocenią ją sędziowie międzynarodowi na ME.

Czwarta w open Ewelina Szala nareszcie w pełnej krasie: dobrze dotrenowana i przygotowana od strony sylwetkowej. Ma za sobą wiele startów krajowych i międzynarodowych, więc nie ma problemów z tremą, Może ten sezon będzie dla niej naprawdę udany.

Patrycja Zahorska stoczyła bardzo wyrównany pojedynek o zwycięstwo z Oliwią Mojsiej w kategorii +172 cm, nieznacznie wygrywając go w finale, po remisie 12:12 w pierwszej rundzie. Ale walka w open przyniosła jej zaledwie 5 miejsce. Dlaczego? Wydaje mi się, że nie jest właściwie przygotowana od strony zarysów sylwetki i jakości ciała, które powinno być bardziej dotrenowane i sprężyste. Wygląda raczej na wychudzoną (co już dało się zaobserwować pod koniec ubiegłorocznego sezonu), a same, choćby nienaganne, proporcje sylwetki i niezwykle atrakcyjna prezencja sceniczna nie wystarczą do odnoszenia większych sukcesów. Od strony sylwetkowej lepiej prezentowała się Mojsiej, przyciągając wzrok niesamowitymi proporcjami ciała (stosunek długości nóg do tułowia oraz szerokości barków do talii). Bazując na tym, może dojść do sukcesów międzynarodowych i, być może, Pani Oliwia jest już ich bardzo blisko. To właśnie ona będzie nas reprezentował w tej kategorii na ME, gdyż Zahorska jest jeszcze juniorką i wystąpi na ME Juniorów.

Na kolejnych dwóch miejscach w najwyższej kategorii dwie czołowe tegoroczne debiutantki: Alicja Pyszka-Bazan i Klaudia Katarzyna Gawin. Obie z dużymi predyspozycjami i tylko dalej je rozwijać, czyli konsekwentnie trenować.

Mistrzyni w kategorii do 160 cm, Ludmiła Wojdak, zadebiutowała w 2017 r i nie było to „wejście smoka” (15 pozycja). Jednak kolejny rzetelnie przetrenowany rok przyniósł zadziwiające postępy oraz wygrane na zwodach w Grodzisku i Mysłowicach. A teraz na Mistrzostwach Polski. Jak tak dalej pójdzie, to przyjdą sukcesy i na arenie międzynarodowej. O 2 miejsce zacięcie walczyły Martyna Witkowska i sensacja tegorocznych Debiutów, najlepsza w open, Patrycja Słaby. Ostatecznie Słaby przegrała srebrny medal 1 punktem, ale jest to zawodniczka bardzo obiecująca.

I ostatnia tegoroczna mistrzyni Polski, Katarzyna Oleśkiewicz-Szuba, to kolejna debiutantka z 2017 r (3 miejsce), która teraz zaczyna odnosić sukcesy krajowe, a nawet zdążyła już wejść do finału imprezy międzynarodowej (Diamond Cup Malta). Kategorię do 164 cm wygrała jednogłośnie, przed tegoroczną debiutantką Anną Operchał i trzecią na Mistrzostwach Śląska, Agnieszką Sobczyk.

I na koniec mała dygresja: zbyt dużo zawodniczek popełnia podstawowe błędy postawy w zwrotach. Szczególnie w postawie przodem i tyłem, stojąc w symetrycznym rozkroku zamiast utrzymywać ciężar ciała na jednej nodze, a drugą nieco odstawić w bok. Przepisy mówią wyraźnie – „Zawodniczka stoi wyprostowana, głowa i wzrok skierowane przed siebie, z jedną ręką opartą na biodrze i jedną nogą lekko wysuniętą do przodu i na bok.” To wysunięcie do przodu może być minimalne, a nawet może go nie być, jeśli komuś tak wygodniej. Jednak noga powinna być odstawiona, co wymaga oparcia jej na palcach, przy jednoczesnym niewielkim uniesieniu pięty (szpilki pantofla). Jest to trudniejsze niż stanie w rozkroku, ale taka postawa nie została wymyślona w celu „torturowania” zawodniczek. Jest to ustawienie najbardziej eleganckie i najlepiej się w nim wygląda. Ktoś może powiedzieć „ale tak stają zawodniczki także na zawodach międzynarodowych”. Zgoda, tylko że ich nie wygrywają. Lepiej nie kopiować cudzych błędów. Dowód? Dwa zdjęcia z ostatnich Mistrzostw Świata w kategorii open, a więc same mistrzynie świata. One wiedzą, co jest potrzebne do wygrywania zawodów.

Wellness fitness

Na scenie pojawiło się aż 16 zawodniczek i można by się było z tego cieszyć, gdyby nie fakt, że większość z nich prezentowała sylwetki pasujące do… bikini fitness. A przecież jest to konkurencja dla kobiet o masywniejszej budowie ciała, szczególnie w obrębie ud i bioder. Dobrze obrazują to załączone zdjęcia czołowych zawodniczek z ostatnich Mistrzostw Świata.

Najbliższe tego modelu są Dagmara Dominiczak i Nikoletta Sularz i one też zajęły dwa pierwsze miejsca w kategorii do 163 cm. Warto też zaznaczyć, że forma w tej konkurencji powinna być podobna jak w bikini, a nie jak w fitness sylwetkowym czy atletycznym.

Fit model kobiet

Tutaj mamy dwie zawodniczki światowego formatu: Patrycję Kołacz-Bucką i Małgorzatę Gałkowską. Zajęły dwa pierwsze miejsca i szybko opuściły Kielce, śpiesząc się na samolot, aby zdążyć na Puchar Europy w Rydze. Tam Kołacz-Bucka dzielnie walczyła o zwycięstwo w kategorii 168 cm, prowadząc po pierwszej rundzie, ale ostatecznie minimalnie (trzema punktami) uległa Rosjance Marii Jefimowej, tracąc zbyt wiele punktów w rundzie w sukni wieczorowej. Podobny przebieg miał jej start na Arnold Classic Europe, więc jest nad czym się zastanawiać. Gałkowska odwrotnie: pięknie prezentuje się w sukni wieczorowej, ale musi dotrenować sylwetkę do poziomu bikini. W Rydze uplasowała się w środku stawki, na 8 miejscu.

Fitness atletyczne kobiet

Nie mamy w tej trudnej konkurencji zbyt wiele zawodniczek, a Aleksandra Krzyworzeka jest na krajowym podwórku nie do pokonania. No, ale to wreszcie piąta zawodniczka świata i na ME jedzie powalczyć o medal i nie tylko w tej konkurencji, ale także w parach (z Krzysztofem Skryplonkiem).

Kulturystyka klasyczna

Ogólnie, poziom zawodników był wyrównany i wysoki oraz widzieliśmy wielu z zarysami sylwetki idealnie pasującymi do tej konkurencji. Wyróżniającą się gwiazdą był Paweł Przybylski, który został mistrzem Polski w kategorii 171 cm oraz w open. Przyciągał wzrok wyśmienitą formą startową, z głęboką separacją pomiędzy grupami mięśniowymi, szczególnie w obrębie ud. W takiej formie mógłby daleko zajść w rywalizacji międzynarodowej, ale wycofał się ze startu na ME. Były wicemistrz Europy Tomasz Laszko jeszcze nie w szczytowej formie (4 miejsce).

W kategorii 175 cm cała pierwsza trójka: Dominik Roszak, Radosław Smyk i Hubert Hoffmann była w nienagannej formie. Wygrał Roszak, którego umięśnienie zostało najwyżej ocenione przez sędziów. Smyk, jako były wicemistrz Europy, wykonał najlepszy program dowolny, ale brakowało mu trochę definicji, natomiast Hoffmann przegrał srebrny medal właśnie ze względu na niedopracowany program dowolny. Fenomenalne proporcje sylwetki ma Michał Osewski (6 miejsce), ale nadal brakuje mu wielkości i jakości w obrębie niektórych grup mięśniowych. Szkoda, bo jest to prawdziwy supertalent!

W kategorii 180 cm Szymon Kuliński zaprezentował najbardziej zharmonizowane umięśnienie i wygrał wszystkie rundy, chociaż 1 i 3 tylko z jednopunktową przewagą nad Szymonem Karelusem. Kareuls to kolejny zawodnik o idealnej sylwetce, z dużymi szansami na sukcesy międzynarodowe. Pod względem proporcji sylwetki wyróżniali się także Tomasz Woźniczka i Michał Ciszewski.

W kategorii +180 cm niesłychanie wyrównana walka o tytuł między Mariuszem Żabą i Pawłem Maćkowiakiem, dwoma zawodnikami z klubu Black & White. Po remisie w dwóch pierwszych rundach, jednopunktowe zwycięstwo w programie dowolnym dało złoty medal Żabie. Artur Wilemski był w dobrej formie, prezentując twarde, odtłuszczone, pełne szczegółów umięśnienie, ale brak posmarowania oliwką nie pozwolił na pełne wykorzystanie tych atutów. Podobny błąd popełnił Paweł Staniecki, który od strony sylwetkowej prezentował się wspaniale. Jemu i Żabie należą się wyrazy uznania za idealnie ukształtowane tricepsy. Przy nieco lepszej definicji, Staniecki na pewno włączyłby się do walki o medale. A tak skończyło się na 6 miejscu.

Kulturystyka

Na tych Mistrzostwach miała swoją wielką megagwiazdę, którą był Kacper Tofil z kategorii 90 kg. Zarówno swoją kategorię jak i open wygrał jednogłośnie. To sylwetka rasowego kulturysty, z idealną kombinacją masy i jakości mięśniowej, a to wszystko odpowiednio skorelowane ze wzrostem. Pełne, pękate, wszechstronnie rozwinięte i głęboko poseparowane mięśnie to cechy nowoczesnego kulturysty światowego formatu. Z ogromną ciekawością i dużymi nadziejami możemy oczekiwać na jego międzynarodowe występy.

O srebrny medal w kategorii 90 kg zacięcie walczyli Mariusz Przybyła i Łukasz Marcinkowski. Zdobył go ten ostatni, prezentując dobrze rozwinięte umięśnienie, poparte wysoką formą startową. Niezwykle szeroki w barkach Przybyła nadal pozostaje supertalentem, gdyż jakoś nie może poprawić swoich słabszych stron umięśnienia (brzuch, klatka piersiowa).

Drugą kulturystyczną gwiazdą był zwycięzca kategorii 85 kg, Krzysztof Skroplonek, który w open przegrał tylko z Tofilem. Sylwetkowo podobny do Tofila, z dużymi, wypukłymi mięśniami przy odpowiednio niższym wzroście. Skryplonek nie był jednak w tak wysokiej formie startowej jak Tofil, wyraźnie szykując jej szczyt na Mistrzostwa Europy. A był już wicemistrzem Europy seniorów (2015) oraz mistrzem kontynentu weteranów (2016). Ponadto, ma w sobie rzadko spotykana swobodę prezentowania się na scenie, co charakteryzowało dawniejszych mistrzów kulturystki. Jeśli na Mistrzostwach Europy wystąpi w idealnej formie, to na pewno medale się posypią (startuje także w parach, z Aleksandrą Krzyworzeką).

Za jego plecami zaciętą walkę o kolejne medale stoczyli Mariusz Bałaziński i Sebastian Kosiński. Bałaziński zdobył już w swoje karierze worek medali, głównie w kulturystyce klasycznej, ale od 2014 r startuje w kulturystyce ekstremalnej, gdzie też był już wicemistrzem Europy. A w 2016 r został mistrzem świata weteranów. Zaprezentował przyzwoitą formę, a jeśli miałbym mu coś poradzić, to lepiej zgrać program dowolny z muzyką oraz rzadziej prezentować w nim pozy na bicepsy, które nie są jego atutową grupą mięśniową. Walkę o srebrny medal wygrał ostatecznie Kuliński (przy remisie punktowym 43:43 z Bałazińskim, mając lepsze noty za 2 rundę). Ładnie ukształtowane główne grupy mięśniowe plus dobra forma startowa przyniosły rezultaty. Dalszy harmonijny rozwój całego umięśnienia powinien być jego priorytetem.

Kategorię 80 kg wygrał były obiecujący junior Marcin Piechota, awansując z 6 miejsca w 2016 r. Pokazał zrównoważony rozwój mięśni dolnej i górnej połowy ciała, przy niezłej separacji. Definicja mogłaby być ostrzejsza, ale i tak wygrał wszystkie rundy, zostawiając za sobą Dawida Gwizdola i Pawła Żukowskiego. Gwizdol, ze swoją ładną sylwetką oraz imponującymi mięśniami łydek, może szybko awansować w krajowej hierarchii. Na Mistrzostwach Śląska przegrał z Tomaszem Marcem, ale Marzec do Kielc nie przyjechał.

W kategorii 75 kg Michał Okoń wywalczył swój pierwszy tytuł mistrza Polski, awansując z 3 miejsca w roku ubiegłym i wyprzedzając Łukasza Jakubowskiego, z którym rok temu przegrał. Proporcjonalna sylwetka, z wąziutką i pięknie dopracowaną talią, rokują dalsze sukcesy tego zawodnika w najbliższej przyszłości. Jakubowski powtórzył wynik z poprzednich Mistrzostw, prezentując imponujące umięśnienie ud, ale powinien dopracować mięśnie grzbietu w pozach tyłem.

Grzegorz Ryś i Jakub Stańczak spotkali się tydzień wcześniej na Mistrzostwach Śląska, gdzie tryumfował Stańczak. Ale w Kielcach role się odwróciły i Ryś wyszedł na prowadzenie, zostając mistrzem Polski w najlżejszej kategorii, do 70 kg, W kulturystyce kilka dni może wyraźnie zmienić formę zawodnika. W przypadku Rysia, jej szczyt przypadł na Mistrzostwa Polski.

Kategoria 95 kg wróciła na światowe i krajowe sceny po rocznej przerwie, o czym zadecydowała IFBB, korygując swoją decyzję sprzed 2 lat o jej usunięciu. Zaważyły oddolne naciski. Na Mistrzostwach Polski zdominowali ją w tym roku weterani: Sebastian Szmyt (47 lat) i Sebastian Kukuć (45 lat), których przedzielił też nie pierwszej młodości Kamil Papros (36 lat). Szmyt imponował twardością i definicją umięśnienia, widoczną również w pozach tyłem, co innym zawodnikom sprawiało już problemy. Podobne walory pokazał Kukuć, jednak u niego widoczna jest przewaga rozwoju mięśni ud nad mięśniami górnej połowy ciała. Obaj weterani pokazali też pełne, wypukle i ładnie zarysowane bicepsy, co charakteryzowało dawaną szkołę kulturystów (przy zwykle smuklejszych udach). Natomiast „nowa fala” prezentuje całkiem odwrotne walory: potężne uda i skromniejsze mięśnie ramion. Czyżby moda na wielkie bicepsy odchodziła powili do lamusa?

Kategoria 100 kg była w tym roku wyjątkowo skromna (4 zawodników) a walkę o zwycięstwo toczyli Dominik Hałas i Marcin Noweta. Hałas ma za sobą już ponad 15 lat kariery wyczynowej (był brązowym medalistą Mistrzostw Świata Juniorów 2004), ale w seniorach nie szło mu aż tak dobrze. Może teraz „złapie wiatr w żagle”. Od strony umięśnienia wyglądał dobrze, ale popełnił drobny, acz wizualnie niekorzystny błąd: ciało nie było odpowiednio posmarowane oliwką, a przez to suche, jakby matowe. Poprawiając to, może dużo zyskać. Jego program dowolny został nagrodzony brawami przez publiczność, co było ewenementem w całej fali bezbarwnych, nijakich programów.

Natomiast Noweta ma świetną sylwetkę, z imponującą szerokością barków, i dalej rozwijając umięśnienie stanie się zawodnikiem najwyższej klasy.

W kategorii +100 kg chyba największa niespodzianka: Artur Kozieł awansował z 9 miejsca w roku ubiegłym na 1 pozycję. To najlepszy dowód na umiejętnie prowadzony trening i wysokie predyspozycje. Jego „karty atutowe” to mięśnie ud, najszersze grzbietu i brzucha, czyli podstawa wysokiej klasy kulturysty. Na tej bazie można zbudować mistrzowską sylwetkę. Wcześniej Kozieł wygrał tę kategorię na Mistrzostwach Śląska. Cała pierwsza trójka ważyła po 108-109 kg, ale różnili się wzrostowo.

Srebrny medalista, Piotr Piechowiak, był najniższy, więc masowo wyglądał super, ale nie imponował formą startową, wyglądając na trochę przemęczonego licznymi startami krajowymi (Grodzisk Wlkp.) i zagranicznymi (3 miejsca na Diamond Cup w Nafplio i na Malcie). Zwracały uwagę jego imponując bicepsy, chyba największe na całych zawodach! Jednak cztery starty na przestrzeni 5 tygodni to zbyt duża dawka. Brązowy medal wywalczył Grzegorz Kampa, który też nie odbudował szczytu formy po starcie na Malcie (4 lokata).

Nie sposób nie wspomnieć o występie Mateusza Brzuchacza w programie dowolnym: świetnie dobrana muzyka i staranne, celebrowane wykonanie! Chyba najlepszy program na całych zawodach. Może warto byłoby wprowadzić nagrodę za najlepszy program dowolny?

Fitness plażowe mężczyzn

Bardzo ciekawa sytuacja: wszyscy mistrzowie Polski wygrali swoje kategorie jednogłośnie! Czy naprawdę są aż tak dobrzy, czy zabrakło wymagających rywali? Zapewne są dobrzy, bo wystąpiła cała krajowa elita, a i formę zaprezentowali nienaganną.

Kategorię do 170 cm zdominował Adrian Długokęcki – objawienie ubiegłorocznego jesiennego sezonu, kiedy wygrywał wszystko, począwszy od Debiutów Summer Edition. I ten sezon też zaczął od wygranej. Teraz wypada mu już tylko życzyć sukcesu na Mistrzostwach Europy i innych zawodach międzynarodowych.

Kategorię 173 cm wygrał Daniel Myszkowski. To piękny sukces w porównaniu do 5 miejsca w roku ubiegłym i w takiej formie jest szansa na przebicie się do europejskiej czołówki.

W kategorii 176 cm najlepszy okazał się Kamil Koźlik, ale trzeba przyznać, że i Piotr Majchrowicz wyglądał wspaniale, zdobywając drugi srebrny medal z rzędu. Ma też już na swoim koncie 3 miejsce na Diamond Cup na Malcie. Drugie miejsce Koźlika w open świadczy o jego wielkich możliwościach.

Kategoria 179 cm to popis najlepszego naszego zawodnika w 2017 r według Rankingu IFBB (6 miejsce na ponad 360 sklasyfikowanych), Piotra Zielińskiego. Teraz Pan Piotr walczy dzielnie o punkty w Światowym Rankingu na 2018 rok, zaliczając dwa czwarte miejsca (w Nafplio i na Malcie).

W kategorii 182 cm tryumfował doświadczony Jakub Obara, który też już ma za sobą udane starty międzynarodowe.

Kategoria 185 cm to udany występ młodziutkiego (19 lat), utalentowanego juniora Sandro Sołowieja, który będzie nas reprezentował na ME Juniorów właśnie w tej nowej kategorii 16-19 lat. Po srebrnym medalu na MP 2017 (w kategorii +182 cm) teraz stanął na najwyższym stopniu podium.

W kategorii +185 cm drugi złoty medal z rzędu zdobył Bartłomiej Wolny. Tydzień wcześniej wygrał Mistrzostwa Śląska, urasta więc do prawdziwej gwiazdy w kategorii najwyższej, mając 188 cm wzrostu.

W fitness plażowym mężczyzn różnice między zawodnikami są minimalne, toteż wyniki z zawodów na zawodowy potrafią się zmieniać w dość istotny sposób. Decyduje forma i dyspozycja dnia.