Oka, dzień dobiega końca.
Cięęężki dzień, w ogóle nie wyspany, obudziłem się 2 godziny później niż planowałem i miałem znowu natłok jedzenia.
Po porzebudzeniu obowiązkowo kreatyna i ten dziwny posmak

Na śniadanie obowiązkowo zjadłem placki owsiane, czyli 100g owsianych 4 białka i jedno żółtko ( ojciec nie chciał, żebym jadł tyle żółtek, bo niezdrowo, to się założyłem, że ja się ograniczam do jednego żółtka dziennie, a on nie będzie palił papierosów haha

jak narazie działa ). Do tego miód, cynamon i całe smaruję dżemem truskawkowym. mniam
Potem kanapki z kurczakiem i tu mnie ominął posiłek w szkole czyli ryż z kurakiem, ktory przełożyłem na wieczór, a po siłowni obowiązkowo kreatyna + ostrowia + carbo.
Kreatyna wyjątkowo beznadziejnie smakowała. Nie rozpuściła się dokładnie i uzmysłowiłem sobie przez to co mi przypomina. Kreatyna jest jak sól, biała i ma taki dziwny smak. Ale szybko przepiłem pysznym carbo i po bólu.
Wieczorkiem jeszcze pełna micha ziemniaków, bo mama ugotowała

i do tego rybka z warzywami. Teraz jeszcze został twaróg.
Trening:
MC 8: 62,5 kg 6: 65kg 4: 67,5kg
Wiosłowanie hantlą jednorącz 8: 20kg 6: 20kg 4: 25kg
Pompki na poręczach: obciążenie 7,5kg 8,6 i 4 serii
Wznosy hantli bokiem 15: 5kg 10: 7kg
Wyciskanie sztangi wąskim 10: 20kg 8: 22,5kg
uginanie ramion z hantlami na ławce skośnej: 10: 9kg 8: 9kg
Wznosy nóg w zwisie: 12, 10
Trening ciężki, zamieniłem uginanie/
prostowanie na wyciągu, bo już nie byłbym w stanie więcej podnieść.
Wody już tyle nie piłem, ale dalej miałem mały kłopot z pęcherzem, ale tylko po wypiciu mono i ostrowii z carbo, a tam w sumie był prawie litr wody jakby nie patrzeć. Jeszcze plus całą wodę, którą wypiłem na treningu.
Co do przysiadów, to pozostane przy półprzysiadach, bo jak mówiłem wole mieć zdrowe stawy i przeciętne nogi, niż nogi jak armaty, ale nie będę w stanie się schylić po zeszyt, który mi spadnie..
