no to wrocilam.... od czego zaczac.... mhmmm Patka rob oklady... ja nie robilkam i dzis rano bylo smiesznie... teraz juz zeszlo za to nowych kontuzji sie nabawilam....
Sluchajcie jaka ze mnie IRONMENKA, wczoraj nartki z obijaniem...2 h snu..... a dzisiaj nartki 8h.... kurka dalam rade uda puchly ale przyjemnosc nieziemska.... dzis probowalam innego osrodka narciarskiego... wielkie lyse gory

strome Klify

bosko, snieg puszek.... glaboki i sypki... mniamni... ale zeby bylo atrakcyjniej polazlam z dwoma szurnietymi kolegami wiec mnie zaciagali w miejsca ze sama bym sie w zyciu nie odwazyla... Dzieki ich pomocy zaliczylam jazde w korycie kamienistej rzeki

jakies dzikie stomizny dla ekspertow

no i te cholerne klify...z jazda przez las miedzy drzewami.
Ale nieczgo nie zaluje.... bylo warto... mimo poobijanego calego cialka
Mialam leciec teraz na basen ale niestety kicia miala wiizyte u weterynarza... cos z tym brzuszkiem szwankowalo, mowilam wam .... ale bedzie lepiej, ma lekarstwa.... tylko
probki kalu musze pozbierac

ale coz sie nie robi dla takiego szkraba....
przed spankiem jeszcze kilka cwiczonek na klateczke i lapeczki i ide pospac... moze dzis mi sie uda
