Jerry , chcę żebyś wiedział że Twoje porady uznaję za cenne i naprawdę dają mi do myślenia. Ale myślę że troszkę przesadzasz.
To ja może wrzucę krótką historyjkę...
Od wyjścia ze szpitala na początku września wprowadziłam bardzo restrykcyjną dietę, ponieważ nie chciałam wprowadzać składników któremogłyby uczulić synka. Jadłam TYLKO pełnoziarniste pieczywo, drobiową wędlinę, wodniste zupki jarzynowe na bazie marchwi albo buraków, duszony schab albo filet z kurczaka, czasem jajko. No i Danio waniliowe z herbatnikami szkolnymi, kiedy wołałam o słodycze.
Całość grubo poniżej 1900kcal. A mleczko było i synek przybierał przepięknie. Znam tylko 2 dzieci w jego wieku, które go "przeskoczyły " jeśli chodzi o wagę i wzrost ( a ogólnie rówieśników znam sporo bo udzielam się na forum dla mamuś). Zatem ta dieta była dla niego dobra i dla mnie też, bo kilogramy leciały szybciutko.
Kilka razy spróbowałam innego jedzenia, małemu nic nie było, więc stopniowo zapędziłam się i wprowadziłam do menu mnóstwo śmieci takich jak drożdżówki, schabowszczaki itp. Pokarm jak był tak jest, ale oczywiście waga stanęła, a nawet nieznacznie wzrosła(75).
Mam nadzieję że nie przynudzam.
Przez przypadek trafiłam tutaj i stwierdziłam że to musi być znak. Że czas zadbać o właściwą dietę. Myślę że 1900 nie jest taką drastyczną redukcją, drogi Jerry. A jakościowo mój pokarm na pewno będzie lepszy niż w tej chwili, dlatego zdecyduję się na dietę.
Myślę że nie ryzykuję utraty pokarmu bo jak pisałam, na początku przez 4-5 tygodni jadłam znacznie mniej i zdołałam nawet zwalczyć lekką anemię która pojawiła się w wyniku utraty krwi po porodzie. I bardzo wierzę że ta dieta wyjdzie na dobre nie tylko mnie ale przede wszystkim Synkowi.
A teraz coś za co mnie zmasakrujecie
Jutro wigilia więc idę do kuchni piec szynkę, makowiec, sernik i batony miodowe. O boczku nie wspomnę.
Wykreślam te dni z życiorysu i proszę o wyrozumiałość i niezamieszczanie szowinistycznych komentarzy
