Paatik korzystam z każdej okazji żeby pobiegać w terenie. W tygodniu po pracy nie ma szans a bieganie po mieście i po ciemku to nie moja bajka.
Środa
Jak zawsze w środę bieganie na bieżni typu kolyska, 10x400m. Coraz lepiej idzie trzymanie w miarę równego tempa.
Czwartek
W planie siłowy, ale po pracy byłam zmęczona I tak mi się chciało spać, że położyłam się dużo wcześniej niż zwykle.
Piątek
Wstałam osłabiona, z bólem gardła :(
Z tego powodu odpuściłam zaległy
trening siłowy. Znowu czwartek i piątek wypadły bez treningu.
Sobota
Samopoczucie bez szału. W tym dniu akurat wypadały ostatnie zawody z cyklu Nowa Huta. Pewnie bym odpuściła, ale trzeba było ukończyć wszystkie 4 żeby dostać czapkę

no to pojechałam po ta czapkę.
Plan był pobiec spokojnie, bo w generalce i tak miałam 4 miejsce i nie było szans na podium. Zaczęłam spokojnie, przez 2 km biegłam z rezerwą. Później postanowiłam trochę przyspieszyć ale bez szaleństw. Zobaczyłam przed sobą znajomego i stwierdziłam że akurat jego to kusze wyprzedzić. W tym momencie idea spokojnego biegu upadła

Kolege wyprzedziłam i zobaczyłam znajomą. Dość daleko , więc postanowiłam czekać ma rozwój wydarzeń. Biegłam mocno, dystans między nami się zmniejszał. Na ostatniej prostej przed metą stwierdziłam, że w sumie mogę spróbować ja wyprzedzić. Udało się.
Miejsca nie znam, ale napewno za podium. Czekam na wyniki.
To był pierwszy bieg który zaczęłam spokojnie i zamiast zwalniać w końcówce udało się przyspieszyć i biec coraz szybciej. Tętno też ładnie rosło. Całkiem fajnie to wyszło.
