PODSUMOWANIE
Oto nadszedł czas podsumowania.
Te trzy miesiące poleciały jak z bicza strzelił, anie się człowiek obejrzał, a już lipiec…
Mogłabym napisać, że samo wytrwanie w wyzwaniu to już zwycięstwo, że dopóki walczysz, bla bla bla, ale nie. Nie jestem zwycięzcą i chyba nigdy tak nie pomyślę o sobie. Cieszczę się, że osiągnęłam swoje małe sukcesy, że inni to widzą i chwalą, ale
redukcja nie kończy się wraz z tą wypiską, przede mną jeszcze sporo kilogramów, których nie chcę i centymetrów, których nie potrzebuję.
WAGA [kg] 67 -> 62
OBWODY [cm]:
Klatka 90 -> 87
Biust 93 -> 89
Pod biustem 79 -> 74
Brzuch 91 -> 82
Talia 78 -> 74
Pupa 104 ->99
Biodra 100 -> 95
Ramię 30 -> 28
Przedramię 25 -> 24
Udo 66 -> 63
Łydka 39 ->37
Razem ubyło mi 43 cm. To w sumie prawie pół metra, czyli prawie 1/3 mojego wzrostu, yay!
Co się udało?
1. Udało się schudnąć. Jakby nie patrzeć 5 kilo w trzy miesiące to może nie jest szaleństwo, ale dla mnie to naprawdę sporo, szczególnie w czasie ubogim w treningi.
2. Żołądek. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałam zgagę, zero stresu przy jedzeniu.
3. Dieta. Naprawdę udało mi się spiąć i trzymać dietę. Bez bólu, płaczu i wyrzeczeń. Największa w tym zasługa męża, który nie zostawiał mnie na pastwę randomowej szamy, kiedy byłam w pracy.
4. Głowa. Okazuje się, że nie trzeba elektrowstrząsów, a po prostu usiąść na dupie i pomyśleć co z czym i da się radę.
Co się nie udało?
1. Treningi. Nie utrzymałam planu, nadrabiałam innymi aktywnościami, ale mógłby być większy sukces, gdyby założenie siłowni i pole dance wytrwało. Pokonała mnie praca i związany z nią czas. Nie poddaję się i jak tylko się zrobi u mnie więcej luzu ( kwestia miesiąca), to wpadnę na siłownię jak dzik w parawany.
2. Regularność. Sami dobrze wiecie, jak wyglądało moje prowadzenie dziennika. Mogę tylko przeprosić i bić się po łbie kamieniem, zanim Wy zaczniecie
3. Kolano. Kolano moje nie lubi mnie i współpracować ze mną często nie chce, aczkolwiek już umówiłam się do fizjoterapeuty, niech pomaca to i owo.
I tera tak. Serdecznie chciałabym pozdrowić mamę i tatę i wszystkich słuchaczy Radia Maryja. Nie no, żarcik taki.
Dziękuję mojemu trenerowi i mężowi w jednym, za to, że ani razu nie zwątpił i ciągle pchał mnie do przodu (huehuehue

) i lodówka zawsze była gotowa z moim makro. Ani razu nie okazał zniecierpliwienia, które ja okazywałam wielokrotnie i nie dał po sobie poznać, że następny jego ruch patelnią posłuży do rozbicia mi ryja.
Dziękuję Wam wszystkim, którzy tu wchodziliście i nie porzucaliście nadziei, Adminom, że mnie przyjęli i dwa razy uznali, że chyba warto dać mi marchew, a nie kija, no i Wam, dziewczyny, moje konkurentki. Fajnie było rywalizować, od razu inna motywacja.
Finalnie wygląda to tak:
Sporo się przez ten czas w moim życiu zmieniło, sporo na dobre, niektóre zmiany były smutne, jak to w życiu bywa. Nie ustaję w poszukiwaniu siebie w rozmiarze młodzieżowym, więc proszę, nie zamykajcie tego dziennika, może kiedyś trafi się ktoś, komu da on jakiś maleńki okruch motywacji, że ulaną kluchą nie trzeba być na zawsze.
Kisski i loffki <3 <3 <3