"Na tej samej zasadzie błędu naturalistycznego wnioskujemy powszechnie o nieszkodliwości określonych technologii: skoro wszyscy czegoś używają, nie może to być szkodliwe. Skoro jest dozwolone, to jest bezpieczne. W końcu istnieją jakieś wartości graniczne, ktoś to przebadał, ocenił, dopuścił do powszechnego użytku. Niestety to założenie okazuje się być bardzo na wyrost. W przypadku większości innowacji technologicznych mamy do czynienia z sytuacją braku wystarczających danych na temat stopnia ich ryzykowności. Wynika to z poziomu ich złożoności, ale przede wszystkim z silnego uzależnienia sukcesu ekonomicznego od wprowadzania na rynek coraz to nowych produktów szybciej niż zrobią to rywale. To czyni z nauki i technologii instrumenty w walce rynkowej i przyczynia się do ciągłego skracania czasu pomiędzy dokonaniem jakiegoś wynalazku, a jego wprowadzeniem na rynek.
W efekcie mamy do czynienia z coraz większą liczbą kompleksowych, ryzykownych systemów technologicznych, które szybko zaczynają dominować w wielu dziedzinach życia społecznego, pozostając nieprzetestowanymi. Zbadanie ich szkodliwości byłoby zresztą najczęściej niemożliwe w warunkach laboratoryjnych i/lub musiałoby potrwać wiele lat. Dlatego w praktyce najpierw dopuszcza się “wstępnie” wprowadzenie danej technologii, a potem dopiero zaczyna się ją testować. Początkowe wątpliwości są wyciszane i banalizowane przez “ekspertów”, aż przyjmą postać nieszkodliwych mitów, którymi nikt (rozsądny) nie zawraca sobie głowy. Problem pojawia się wtedy, gdy nowa technologia zdąży się już rozprzestrzenić tak bardzo, że nie potrafimy sobie wyobrazić bez niej życia, a zarazem eksperymenty wykażą jej szkodliwość."
http://www.obywatel.org.pl/index.php?module=pagemaster&func=viewpub&tid=3&pid=724
jeśli już o mikrofalówkach - rzecz pokrewna:
http://otworz-oczy.org/index.php/zywnosc-konserwowana-promieniowaniem-radioaktywnym/
http://www.ecoportal.com.pl/zywnosc/atomowa-kolacja-czyli-jak-napromieniowana-zywnosc-moze-trafic-do-naszej-kuchni
"Wprawdzie żywność nie staje się radioaktywna, jednak następująca w wyniku napromieniowania reakcja łańcuchowa zaburza strukturę molekularną produktów żywnościowych i niekorzystnie wpływa na ich
wartość odżywczą. Jednocześnie hamuje procesy gnilne owoców i warzyw, zabija bakterie i neutralizuje nieczystości, jak np. resztki kału w mięsie, lecz nie usuwa ich. Może to doprowadzić do sytuacji, w której wielcy producenci żywności zaczną stosować napromieniowanie zamiast dążenia do zachowania standardów czystości."
"W połowie lat 60. kilka tysięcy funtów napromieniowanego bekonu wysłano do Wietnamu, aby żołnierze amerykańscy mogli odnieść korzyści z najnowszych osiągnięć tej technologii. Jednak już w 1968 r. amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration, FDA) wycofała pozwolenie dotyczące napromieniowania żywności dla armii. Miało to związek z testami na zwierzętach laboratoryjnych, karmionych taką żywnością. Umierały one przedwcześnie, zapadały na choroby nowotworowe i miały problemy z reprodukcją. Był to dopiero początek badań nad takimi produktami spożywczymi – wyniki kolejnych były coraz bardziej niepokojące. </span> </p>
W 1972 r. naukowcy wykryli nową grupę związków chemicznych, oznaczanych 2ACB, które występują tylko w napromieniowanych produktach spożywczych. Dalsze badania potwierdziły nie tylko to, że poddawanie pewnych tłuszczów działaniu jonizującej radiacji prowadzi do powstawania związków z grupy 2ACB, ale także ich toksyczność. Dzięki funduszom pochodzących z Unii Europejskiej, naukowcy z Francji i Niemiec wykazali, że 2ACB mogą prowadzić do nowotworów jelita grubego u szczurów oraz do uszkodzeń genetycznych i zaburzeń komórkowych. Podsumowując prawie 50 lat badań na zwierzętach, można stwierdzić, że napromieniowana żywność nie służyła im. Oprócz wymienionych już wyżej problemów zdrowotnych, zwierzęta miały także słabszy system immunologiczny, zdarzały się przypadki zahamowania wzrostu i wylewów wewnętrznych."
Zmieniony przez - kashtaniak w dniu 2011-01-20 12:55:11