dieta nie łączenia jest niezła, zależy jeszcze jaka dokładnie. Moja Ciotka miała zaleconą przez lekarza (duże problemy zdrowotne miała) dietę niełączenia ale taką bardziej ekstremalną niż zazwyczaj ludzie robią. Nie pamiętam dokładnej rozpiski miesięcznej ale to było np. 2 dni tylko kapusta kiszona, następne dwa dni tylko
nabiał, 2 dni zielone warzywa itp. (nie to że wegetariańska, bo mięso też było). Efekty oczywiście rewelacyjne, ale jeśli chodzi np. o poziom energii to drastycznie spada, poza tym wtedy właściwie nie możemy zjeść nic normalnie. Jak ktoś ma tak słabą wolę albo takie duże problemy zdrowotne to polecam bo wtedy oczyszczamy lodówkę albo po prostu mówimy sobie że nie jemy nic innego i na robimy zapasy powiedzmy co 2 dni - jak kapusta kiszona to kupujemy ze 3 kg kapuchy i jemy cały czas. Moja Ciotka niestety stosuje tą diete za często przez co m.in. często jej jest zimno. Warta uwagi jest na pewno dieta Montignaca, znam ludzi którzy się odżywiają w ten sposób i są bardzo zadowoleni.
Wg. mnie najważniejsze jest po prostu logiczne odżywianie a nie nażeranie się po skończeniu diety. Wiadomo, że nikomu krzywdy nie wyrządzi mała porcja czegoś nie zdrowego a mamy dzięki temu ogromny komfort psychiczny. Problemem jest gdy po jakimś czasie, zniechęci, źli i jeszcze niejednokrotnie głodni odpuszczamy coraz częściej. Wtedy już zaczynamy sobie pozwalać np. na dodatkową porcje sosu i/lub coś słodkiego po każdym posiłku no dieta pada. Ja osobiście staram się zawsze przynajmniej do 5 g poszczególnych makroskładników (B/T/W). Owszem jest to męczące dla większości ludzi i dlatego mało kto poza osobami poważnie traktującymi odżywianie się tak tym przejmuje.
Wydaje mi się, że to co zwłaszcza robią modelki jest chore!
Liczenie kalorii pozwala nam na stałe oszukiwanie i zazwyczaj prowadzi do różnych chorób jak anoreksja czy bulimia.
Pomyślmy - skoro mam ochotę zjeść 2 pączki i wypić 3 piwa to w diecie 2000kcal się jakoś zmieszcze, do tego może jakaś kawa z cukrem i śmietanką na śniadanie. DIETETYCZNA PORAŻKA
Dlatego właśnie na coraz większej ilości opakowań rozpisane są składniki, a w Anglii praktycznie wszystkie produkty mają jeszcze z przodu dodatkową informację z kolorami ostzegającymi o
tłuszczach nasyconych i cukrze poza kcal.
Czy nie łatwiej, smaczniej i przyjemniej by Wam było samemu dobierać to co kiedy i nie jeść codziennie tego samego dania na obiad?