Czymś Wam się pochwalę - dzisiaj minęły dwa lata od mojego pierwszego treningu...
Mieliście kiedyś trening w środku lasu bez obuwia i skarpet na szyszkach, igłach i innych elementach runa leśnego?
Ja miałam - dzisiaj...
Nasz trener wpadł na ten genialny pomysł. Już nie mówię o tym, że nie miałam się za bardzo jak przebrać w kimono, bo nie było gdzie, ale sam trening był... straszny. Około dwóch godzin w tych, bądź co bądź, dość skrajnych warunkach. Co ciekawe trening wyglądał prawie tak jak zwykle (jeśli chodzi o przebieg oczywiście) - najpierw kilka kółek naokoło polanki, potem elementy powiedzmy gimnastyczne i w końcu właściwy trening techniczny. Poza tym po treningu musiałam wrócić z tego lasu do domu piechotą parę kilometrów z dwoma torbami i ciężkim plecakiem (bo na trening pojechałam bezpośrednio ze szkoły). Wróciłam do domu po siódmej i do tej pory nie mogę dojść do siebie...
