Tydzień I –dzień 5.
Witam w nowym roku.
Sylwester łagodnie, z symbolicznym szampanem...z alkoholu.
Z imprezy szybko wyszliśmy – znaliśmy tylko gospodarza, a siedzieć z bandą, pijanych nieznajomych jakoś nam się nie uśmiechało.
Dziś rano kolejny, trzeci już trening.
Sprzątanie, gotowanie, zabawa panelem moda

, nauka i jakoś zleciało.
Miałem nadzieję, że dziś dojdzie do mnie paczka z suplementami, ale...
Na pierwszej stronie będę umieszczał link, do każdej z wypisek.
Sylwestrowe kreacje.
DIETA:
Dziś bardzo monotonnie, na śniadanie planowałem, pierś i musli, ale nie zdążyłem z upieczeniem mięsa i padło na tuńczyka. Zdaję sobie sprawę ile pochłaniam puszek, ale jako, że to najszybszy posiłek, w śniadaniu, czy na kolację często będzie się pojawiał.
W poniedziałek, odbieram 4kg wołowiny i 10kg piersi, więc na razie będzie co jeść.
1.Tuńczyk, musli.
2. Pierś, ryż biały.
3. Pierś/udko, kasza jęczmienna, oliwa.
4. Pierś/udko, kasza jęczmienna, oliwa.
5. Pierś, kasza jęczmienna, oliwa.
6. Tuńczyk.
Mięsko na dziś.
Po treningowy
TRENING:
Komentarz:
Dziś zarzut z „pełnego przysiadu”, z wciąż śmiesznym ciężarem, ale do przodu.
Mam w planach poeksperymentować z treningiem pleców i barków na jednej sesji.
Martwy ciąg łatwo, chociaż przy 8,9,10 powtórzeniu na 130kg, głównie z powodu zmarzniętych rąk i lodowatego gryfu, puszczał mi powoli chwyt, ale utrzymałem do końca.
Wiosło, 23kg raczej rozgrzewkowo, kolejne serie, planowo miały być trzy, ale z powodu, rozlatującej sztangielki skończyłem na dwóch, przy każdym ruchu dbając nie o technikę, a o dobro sztangielki.
Kolejne dwa ćwiczenia w serii łączonej, trochę na klatkę trochę na triceps, który dobiłem jeszcze lekkim francuzem. Ogólnie „ostatnio” wolę stawiać na
łączenie ćwiczeń, technik, niż na „tradycyjne” metody.
Biceps...spompowałem konkretnie – w jednej serii : start z 13kg w chwycie neutralnym, 16kg młotkowo, 19kg supinacja – coś pięknego.
Unoszenie bokiem, spokojne kontrolowane, na luzie.
pzdr/