Odpowiadając na pierwsze pytanie - Bruce Lee nie umarł. On żyje w swojej filozofii, w Jeet Kune Do, w ludziach, którzy Go kochają i NIGDY o Nim nie zapomną!
Pokonanie Burce'a graniczyłoby z cudem. Zawzięcie trenował wszystkie cztery strefy combatu - strefę rąk, nóg,trapping (usidlanie - elementy z Wing Tsun, Chu Sao - lepkie ręce itp.) oraz grapping - czyli parter (po co ja to wyjaśniam - przecież z pewnością to wiecie). Był niewyobrażalnie szybki ( słyszeliście o numerze z monetą?)i bardzo silny mimo 170 cm wzrostu. Jeśli ktoś poświęciłby tyle czasu i SERCA treningom, może kiedyś mógłby powiedzieć, że choć po częsci może się z Nim równać... Ale moim zdaniem nie ma takiej osoby - nawet mój Mistrzu, który jest absolutnie niesamowity (trenuję Jeet Kune Do), nie może powiedzieć, że byłby w stanie zmierzyć się z Si Jo Lee z nadzieją, że utrzyma się na ringu choć dwie minutki...
Wcale nie jestem fanatykiem - nie patrzcie tak...
Pokonanie Burce'a graniczyłoby z cudem. Zawzięcie trenował wszystkie cztery strefy combatu - strefę rąk, nóg,trapping (usidlanie - elementy z Wing Tsun, Chu Sao - lepkie ręce itp.) oraz grapping - czyli parter (po co ja to wyjaśniam - przecież z pewnością to wiecie). Był niewyobrażalnie szybki ( słyszeliście o numerze z monetą?)i bardzo silny mimo 170 cm wzrostu. Jeśli ktoś poświęciłby tyle czasu i SERCA treningom, może kiedyś mógłby powiedzieć, że choć po częsci może się z Nim równać... Ale moim zdaniem nie ma takiej osoby - nawet mój Mistrzu, który jest absolutnie niesamowity (trenuję Jeet Kune Do), nie może powiedzieć, że byłby w stanie zmierzyć się z Si Jo Lee z nadzieją, że utrzyma się na ringu choć dwie minutki...
Wcale nie jestem fanatykiem - nie patrzcie tak...