Dziś (9.02) robiłam pomiary i ładnie spada póki co. Myślę, że faktycznie coś leci w dół, bo w poprzedni weekend mierzyłam milion sukienek na bal i pierwszy raz takie zakupy nie skończyły się płaczem. Pierwszy raz mama nie miała mi jak przygryźć, bo KAŻDA sukienka pasowała rozmiarem i KAŻDA leżała na mnie dobrze! Nawet nie wiecie jak mnie to podbudowało i jak szczęśliwa byłam. Zawsze szukanie sukienek to był koszmar, bo ciężko było mi znaleźć rozmiar i ładny krój, który ukryje mankamenty- ja płakałam, mama krzyczała, tata uciekał, żeby nie słuchać
Teraz po raz pierwszy mam piękną sukienkę i to jeszcze w rozmiarze 38 (rok temu w 42 bym się nie zmieściła), która odsłania udo i jest po całości dopasowana, bo wreszcie mam talię i względnie szczupłe nogi. Jak to piszę to chcę mi się płakać, serio
Wrzucam tabelę z pomiarami.
Jedynie mogę mieć żal do brzuszka, że oponka nie chce spadać, ale jak na taki tydzień jedzenia byle czego, na szybko i bez liczenia kalorii, to ma prawo być jak jest. W końcu brzuch buduje się w kuchni, nie?
Teraz po raz pierwszy mam piękną sukienkę i to jeszcze w rozmiarze 38 (rok temu w 42 bym się nie zmieściła), która odsłania udo i jest po całości dopasowana, bo wreszcie mam talię i względnie szczupłe nogi. Jak to piszę to chcę mi się płakać, serio
Wrzucam tabelę z pomiarami.
Jedynie mogę mieć żal do brzuszka, że oponka nie chce spadać, ale jak na taki tydzień jedzenia byle czego, na szybko i bez liczenia kalorii, to ma prawo być jak jest. W końcu brzuch buduje się w kuchni, nie?

1
??