Siema!
Wracam, tak przekornie, nie od nowego roku.
Chce prowadzic dziennik zeby sledzic swoj progres w rehabilitacji i powrocie do formy.
Otoz, w pamietna deszczowa sobote dnia 7 grudnia zerwalam ACL, calkowicie. Czeka mnie operacja w marcu, bo jednak osobom aktywnym jest jednak bardzo potrzebne.
Przyznam,ze sie zalamalam totalnie. Poglebilo to moje ED, juz nie mialam jak spalac nadwyzki kalorycznej i chyba wszyscy wiemy jak sie to skonczylo
Na szczescie, moje kolano bardzo ladnie wspolpracuje. Dbam o cwiczenia. Nadal pozostaje w miare aktywna.
Po niespelna tygodniu od kontuzji wrocilam na "trening". Dostalam zielone swiatlo od lekarza. Oczywiscie,zostal zmodyfikowany tak,ze nie nadwyrezam stawu kolanowego.
Niestety, przegapie praktycznie caly sezon lyzwiarski...:(. Ten, w ktorym moglam trenowac do oporu. Po pwrocie z Polski sprobuj delikanie wrocicna lod, ale bez szalenstw. Na pewno zamienie lodowisko na basen. Coz, jak Paula wspomniala,nie doceniamy tego, co mamy poki nie stracimy...
Swieta przebiegly w miare mozliwie. Nie trzymalam sie michy,
zjadlam za duzo, ale nie po korek i nie kazdego dnia.
Od dzis, hehe, licze makro. Przewiduje przerwe 31 i 1 stycznia. Czasem bedzie na oko.
Ale jednak ciezko mi teraz dietkowac mieszkajac z ludzmi, ktprzy ciagle chomikja slodycze i mam do nich swobodny dostep. Nie mam juz tej sily woli, nie wiem, gdzie sie podziala.
No ale coz, trzeba ja odbudowac :)
Brak porzadnych treningow mi jednak doskwiera. Przez to musze jesc mniej i nie sprawiaja mi takiej radochy. Zero.progresu, jakies machanie nozka.
Ale, zeby nie bylo, ze tylko jojcze, mam w miare regularny okres. Tak wiec sprobje odstawic dziki pochrzyn.