15-16.11
Wczorajszy dzień w plecy - wstałem z kiepskim samopoczuciem, potem parę spraw na mieście i dalej memłanie w domu, w nocy wyjazd do Wrocławia i noc bez zmrużenia oka, mimo kuszetki i mojego tradycyjnego szejka na sen podczas podróży - łycha z odrobiną coli i lodem.
Dziś o 8 szkolenie, potem włóczenie po mieście, jakieś tam drobne zakupy zrobiliśmy i tyle.
BTW hit z dzisiejszego szkolenia - typ omawia progresję(levele zależne od wytrenowania) w sportowym treningu ekscentrycznym, doszedł do ostatniego, a jakiś chłopaczek fizjoterapeuta pyta czy jak przyjdzie do niego osoba prosto z ulicy to na 3 czy dopiero 4 treningu może zastosować taki trening.

Niestety grupa do której dedykowane było szkolenie - nietrafiona. W tytule szkolenia była wzmianka o zastosowaniu klinicznym, więc na grupę kilkudziesięciu osób chyba tylko ja nie byłem fizjoterapeutą/studentem owego kierunku, a wspomnianego zastosowania klinicznego było może 10 minut, reszta typowo sportowa, na ćwiczeniach siłowych co chyba dla większości było zupełną nowością, a sam tłumacz też fizjoterapeuta, motał się i nie do końca tak jak trzeba tłumaczył pewne sprawy(ja bym zrobił to inaczej)...ale certyfikat z nazwiskiem zagranicznego szkoleniowca siedzi.

Plus dla samej uczelni za zorganizowanie szkolenia dla swoich studentów i za symboliczną opłatą dla osób z zewnątrz, na GUMedzie można o czymś takim pomarzyć.
Trening:
Wolne.
Dieta:
Wczoraj micha trzymana mimo łychy na noc, choć nie pamiętam kiedy ostatni raz tak jak wczoraj jadłem suchą pierś z warzywami, po prostu czułem się bardzo kiepsko i nie miałem ochoty na nic. Dziś na mieście, tylko jeden posiłek na razie, bardzo kiepski. Zamówiłem placki z gulaszem żołnierskim, ale chyba im się coś pomyliło i dali gulasz szpitalny - na cały talerz 3 kostki mięsa, za ponad 20 zł - kiepska inwestycja.
Zmieniony przez - Koniu151 w dniu 2013-11-16 16:39:05