Normalnie Spider to by go zawinął w sieć, użył nogogłaszczek i szczękoczułek, po czym truchło Weidmana - suche jak wiór z racji wyssania rozpuszczonej uprzednio jadem tkanki miękkiej - opadło by niczym suchy liść pod mnogie nogi mistrza... A co, nie ma to jak posiadać swój świat...
Swoje chłopy mają swoje światy :)
A nienormalnie to by pająk skontrował ze 12 razy, tylko że mu się nie chciało, bo tak byle jak traktował omawianą walkę, co widać po tym uśmiechu z gifa od Bulleta!
Inne też tak traktował, ale że się w ten sposób szczególny uśmiechać zaniechał w nich, to ostatecznie walił kolesi w łeb, mając jednak na uwadze również i inne ciała części - bo zaniechawszy szczerzenia zwyczajnie miał siłę, by przyj**ać.
Nawet nie wiesz, bo masz swój świat, że takie uśmiechanie jest wielce wymagającym kondycyjnie walki aspektem, co to niejednego odesłał w objęcia morfeusza za sprawą samego tylko wycieńczenia, a mistrza Silvę jedynie osłabił. Zobacz, taki
kulturysta to nic nie robi na pokazie, ot stoi sobie i się pokazuje ( jak to na pokazie ), ale mimo to skrajne wyczerpanie dosięga go niechybnie. Jest tak przez to właśnie, o czym nie mówi się powszechnie - że się tak w toku ukazywania gawiedzi uśmiecha jeden z drugim kulturysta, dosłownie jak głupi do sera( czy kto tam się do sera niby uśmiechać ma ).
Tyle tytułem teorii wieloświatów w kontekście MMA. Teraz przejdźmy do matematycznych podstaw ich istnienia w świecie fizyki, dzięki czemu odnajdziemy zaginione miasto Inków. Wraz ze skarbem. I to dwa razy! Bo dlaczego nie? Byleby się po drodze nie uśmiechać, a będzie dobrze.
A co by było, gdyby tak Spider zaczął się szprycować? Wiadomo, dotąd tego nie robił z racji, że tak traktuje przeciwników - lekceważy.
Wchodząc na dobrej bombie, to już by i uśmiechać się mógł ile wlezie, a kontr zalew nieprzeliczalny eliminował by oponentów niby pluszowe misiaki.
Ba, nawet i śmiechem zdolen by był niejednego zabić.
I wiedźmin by się nie ostał
Jak by go śmiechem wychłostał...
.....