Po sobotnim treningu i przysiadach mam makabryczne zakwasy.
Dziś:
przyciąganie drążka do karku I - 4 sztabki x 15, II, III 5 sztabek x 15, IV x 8
MC szaleństwo IV serie - gryf 20 kg + jako progres 2 zaciski do sztangi - tu ćwiczę technikę, bo koordynacja nie jest moją mocną stroną - i okazuje się, ze np. mam kolana, tam gdzie ich mieć nie powinnam, ale zaczynam czaić o co chodzi
przyciąganie drążka wyciągu dolnego do brzucha I serii 5 sztabek x 15, w II-IV 5 sztabek plus 2 hantelki o łącznej wadze 3 kg, x 15 powtórzeń, bo przeskok na 6 sztabek, to za dużo
unoszenie ramion w opadzie tułowia - uwaga,uwaga 0,75 kg na rekę w III seriach po 15, 12,10 powt, a potem w IV hantelki po 1,5 kg - 8 powtórzeń
prostowanie ramion na wyciągu 4 serie po 15 po 2 sztabki
30 minut marszu na bieżni - 3 km, program na pośladki
i jak pisała poeta (to cytat dla starszych) "już płuca wyplute nie bolą"
I miska, taka sobie bo komponowana na bieżąco, a odzywka wyszła, ale jutro kupie, bo czasem B 135 trudno dobić, a nie jestem w stanie jeść codziennie
200 g krewetek (nie sądziłam, ze mi się znudzą, a jednak )
