Dopiero drugi dzień jestem na diecie, ale BARDZO mi się podoba :).
Rozpocząć dzień 3 jajkami i po 10 g masełka na każde - uczta na całego. Póki co z bitej śmietany zrezygnowałam, bo o ile pasowała mi na śniadanie z płatkami owsianymi

, to po przerzuceniu węgli na po treningu (bez tłuszczy), już nie mam z czym jej mieszać. Może za kilka tygodni jak wpadnie więcej węgli do diety.
Jutro lecę odebrać wagę kuchenną, bo przez te dwa dni dość na oko traktowałam (ot - osełka 100g, to 30 będzie nieco mniej niż 1/3, etc.).
Mam do Was pytanie odnośnie treningu. Zaczęłam dzisiaj, wzorując się na książce "Trening siłowy bez sprzętu" Oliviera Lafaya. Rozgrzewka, rozciąganie - ok (chociaż zaskoczyła mnie liczba ćwiczeń, jest tego sporo), ale jak już przeszłam do samych ćwiczeń, to porażka.
Nie wiem, czy to ze mnie taka pokraka, czy te ćwiczenia nie są dla Pań przeznaczone? Pompki to może dwie zrobię przy dobrych wiatrach, przysiad na jednej nodze, tak aby udo było prawie równoległe do podłoża, również wydał mi się niemożliwością (szczególnie, że wciąż mam obawy o jedno ze swoich kolan po 2 artroskopiach; nie chcę obciążać).
Czytałam tu trochę tematów o planach ćwiczeń, treningach, etc., ale zawsze odrzucały mnie niezrozumiałe określenia typu "martwy ciąg", "wiosłowanie hantelką", więc myślałam, że Lafay opisujący wszystko krok po kroku z rysunkami będzie dobrym rozwiązaniem, a tu... zonk. Ale może powinnam spróbować coś bardziej w
ten deseń?
Co do mojego doświadczenia treningowego - przez ostatnie 4 miesiące nie ćwiczyłam zupełnie. Wcześniej miałam epizody na ćwiczenia, ale nigdy nie wystarczająco długie i raczej nie były to ćwiczenia typowo siłowe. Od listopada zeszłego roku robiłam codziennie przez półtora miesiąca na zmianę
to z
tym lub
to z
tym, w sumie wychodziło ok. 1,5 godziny dziennie.
Dużo wcześniej miałam przygodę z aerobiczną 6 weidera (ale dotrwałam tylko do 30 dnia). Oczywiście o takich rzeczach jak czas na regenerację, czy dieta nie było mowy (chociaż ogólnie raczej zdrowo się odżywiałam - brak słodyczy i cukru, brak fastfoodów, ale duuużo węgli, owsianki, ryże, kasze, makarony pełnoziarniste, chleb ciemny...).
Trochę przydługi post, ale może dzięki temu moja sytuacja będzie klarowniejsza, a wasze porady skuteczniejsze.
Przepraszam za to lekkie przyspamowanie tematu, ale raz, że znacie się na rzeczy, dwa, że miło mi tu doradzacie, że grzechem byłoby nie skorzystać.
