Dzisiejszy trening:
Rozgrzewka:
Przysiad ze sztangą: 25(10), 35(5), 41(3);
Wyciskanie sztangi skos: 10(10), 16(5), 22(3);
Wiosłowanie sztangą: 10(10), 16(5), 22(3);
Prostowanie nóg: 25(10), 35(5), 40(3);
"Dzień dobry": 11(10), 21(5), 29(3).
Część właściwa:
Przysiad ze sztangą: 55(6), 49(6), 45(8);
Wyciskanie sztangi skos: 25(6), 24(8), 22(10);
Wiosłowanie sztangą: 27(6), 24(7), 22(10);
Prostowanie nóg: 55(8), 50(8), 45(10);
"Dzień dobry": 45(6), 39(6), 35(8) ;
plank: ~36 sek.
Dodałam ciężaru i trening wyszedł trochę dziwny. W przysiadzie planowałam wziąć mniej, ale źle policzyłam ciężar i w rezultacie wystartowałam 4kg wyżej niż chciałam. Strasznie ciężko jest podnieść się z tyłka, w dół schodzę w miarę szybko, ale w góre to się dosłownie wspinam. Pot się ze mnie lał strumieniami przy tych przysiadach.
Wyciskanie poszło dziwacznie, nie byłam w stanie podnieść ciężaru, który udało mi się pokonać trening wcześniej. Myślę, że się po prostu przestraszyłam. Założyłam sobie 2x po 10kg krążki i ten widok mnie chyba zaniepokoił. Wcześniej składałam ciężar z kilku mniejszych i nie wyglądało to tak strasznie. Pomyślałam też, że może wagowo ciężary są różne. Zważyłam obie opcje - 10kg w postaci jednego krążka i ciężar zebrany z czterech. O ile ten pierwszy waży ile ma ważyć, tak 'zebrany' ciężar ma 0,3 kg mniej. Myślę jednak, że te 0,6 kg nie miało aż tak strasznego wpływu. Przy wyciskaniu na ławeczce boję się, że mi sztanga spadnie na twarz, bo nie mam zbytnio czucia w rękach. W sensie takim, że przy większych dla mnie ciężarach nie czuję, czy podnoszę, czy też trzymam gryf w miejscu. Po prostu widzę, że podnoszę, patrzę i cisnę ile mogę
Podejdę do tego ponownie przy kolejnym treningu. Zobaczymy jak będzie.
Jeśli chodzi o prostowanie nóg to 55kg to maksymalne obciążenie jakie mogę dać na tym sprzęcie - nie mam już gdzie dokładać ciężaru. Maksymalne obciążenie jakie mam to 15kg, musiałabym mieć klocka 20kg żeby zwiększyć.
Przy dzień dobry chyba ciężar za duży. Nie mam na tyle mocnych mięśni brzucha by przy 45kg zejść tak, aby być równolegle do podłogi. Nie wiem, czy w tej sytuacji mam następnym razem zmniejszyć ciężar, czy z każdym treningiem przy tym samym ciężarze próbować schodzić niżej?
Jedzenia nie wklepuję, bo całe dnie nie ma mnie w domu i jem bardziej "na oko". Rano trzymam się owsianki z jabłkiem, biorę ze sobą porcję kury i żytnią bułę ale reszta to improwizacja. Ogólnie lipa, bo okazuje się, że za mało ze sobą biorę. Albo, że zjem 70% tego co wezmę do godziny 12 (do 12 jem jak odkurzacz), a później jestem głodna. Muszę wymyślić jakiś system gotowania, posiłki, które mogę jeść na zimno a mają to co trzeba (nie mam możliwości podgrzania).
obliques co masz na myśli pisząc 2,5kg w górę..? boję się, że mam coś dołożyć do MC
Przy przysiadzie wykrocznym dodam ciężaru, zamiast sztangielek użyję gryfu, takim sposobem problem słabych rąk zniknie. chyba, że radzisz nie zmieniać?
Pozdrawiam i idę spać, bo padam z nóg!
Rozgrzewka:
Przysiad ze sztangą: 25(10), 35(5), 41(3);
Wyciskanie sztangi skos: 10(10), 16(5), 22(3);
Wiosłowanie sztangą: 10(10), 16(5), 22(3);
Prostowanie nóg: 25(10), 35(5), 40(3);
"Dzień dobry": 11(10), 21(5), 29(3).
Część właściwa:
Przysiad ze sztangą: 55(6), 49(6), 45(8);
Wyciskanie sztangi skos: 25(6), 24(8), 22(10);
Wiosłowanie sztangą: 27(6), 24(7), 22(10);
Prostowanie nóg: 55(8), 50(8), 45(10);
"Dzień dobry": 45(6), 39(6), 35(8) ;
plank: ~36 sek.
Dodałam ciężaru i trening wyszedł trochę dziwny. W przysiadzie planowałam wziąć mniej, ale źle policzyłam ciężar i w rezultacie wystartowałam 4kg wyżej niż chciałam. Strasznie ciężko jest podnieść się z tyłka, w dół schodzę w miarę szybko, ale w góre to się dosłownie wspinam. Pot się ze mnie lał strumieniami przy tych przysiadach.
Wyciskanie poszło dziwacznie, nie byłam w stanie podnieść ciężaru, który udało mi się pokonać trening wcześniej. Myślę, że się po prostu przestraszyłam. Założyłam sobie 2x po 10kg krążki i ten widok mnie chyba zaniepokoił. Wcześniej składałam ciężar z kilku mniejszych i nie wyglądało to tak strasznie. Pomyślałam też, że może wagowo ciężary są różne. Zważyłam obie opcje - 10kg w postaci jednego krążka i ciężar zebrany z czterech. O ile ten pierwszy waży ile ma ważyć, tak 'zebrany' ciężar ma 0,3 kg mniej. Myślę jednak, że te 0,6 kg nie miało aż tak strasznego wpływu. Przy wyciskaniu na ławeczce boję się, że mi sztanga spadnie na twarz, bo nie mam zbytnio czucia w rękach. W sensie takim, że przy większych dla mnie ciężarach nie czuję, czy podnoszę, czy też trzymam gryf w miejscu. Po prostu widzę, że podnoszę, patrzę i cisnę ile mogę
Podejdę do tego ponownie przy kolejnym treningu. Zobaczymy jak będzie.
Jeśli chodzi o prostowanie nóg to 55kg to maksymalne obciążenie jakie mogę dać na tym sprzęcie - nie mam już gdzie dokładać ciężaru. Maksymalne obciążenie jakie mam to 15kg, musiałabym mieć klocka 20kg żeby zwiększyć.
Przy dzień dobry chyba ciężar za duży. Nie mam na tyle mocnych mięśni brzucha by przy 45kg zejść tak, aby być równolegle do podłogi. Nie wiem, czy w tej sytuacji mam następnym razem zmniejszyć ciężar, czy z każdym treningiem przy tym samym ciężarze próbować schodzić niżej?
Jedzenia nie wklepuję, bo całe dnie nie ma mnie w domu i jem bardziej "na oko". Rano trzymam się owsianki z jabłkiem, biorę ze sobą porcję kury i żytnią bułę ale reszta to improwizacja. Ogólnie lipa, bo okazuje się, że za mało ze sobą biorę. Albo, że zjem 70% tego co wezmę do godziny 12 (do 12 jem jak odkurzacz), a później jestem głodna. Muszę wymyślić jakiś system gotowania, posiłki, które mogę jeść na zimno a mają to co trzeba (nie mam możliwości podgrzania).
obliques co masz na myśli pisząc 2,5kg w górę..? boję się, że mam coś dołożyć do MC
Przy przysiadzie wykrocznym dodam ciężaru, zamiast sztangielek użyję gryfu, takim sposobem problem słabych rąk zniknie. chyba, że radzisz nie zmieniać?
Pozdrawiam i idę spać, bo padam z nóg!
Jak sie nie uda powtórzysz wtedy

Nie przyszło mi nawet do głowy się mierzyć. A tak mi coś właśnie motywacji do trzymania miski brakowało.



Dochodzi do paradoksalnej sytuacji - podnosząc ciężar z lęku przed kontuzją zaczynam zaokrąglać plecy, co faktycznie zwiększa ryzyko tej kontuzji. Pozwolę sobie posiedzieć na tych 61 kg do czasu, aż przestanę panikować. Myślę, że w takiej sytuacji nie ma nawet sensu zwiększać, bo faktycznie coś sobie zrobię.