jelen23, dzieki za słowa otuchy.

mam nadzieje, że masz racje, ale od razu chciałbym zaznaczyć, że nie jestem 'sezonowcem', wiec mam zamiar kontynuowac zabawę także po lecie.

Dieta, oj dieta... w poprzednim dzienniku zawsze wrzucałem takie rzeczy, teraz jestem troszke bardziej zajętym człowiekiem, ale jeśli nie wypiski dietowe, to na pewno postaram się wrzucać jakieś fotki posiłków. staram się trzymać 5 posiłków dziennie i jesc jak najwięcej mięcha tak w skrócie, ale niestety mam nieregularne godziny pracy, więc ciężko ustalić jakiś dzienny rytm jedzenia. Co jest dobre, pracuje w restauracji, więc wpieprzam co sie da. hehe

pzdr i na pewno zajrzę.
-----------------------------------------------
Tak jak pisałem w pierwszym poście w
sierpniu 2010 przeżyłem całkiem nieprzyjemną przygodę związaną ze złamaniem lewego kciuka. W tym poście chciałbym
całą historię streścić i mniej więcej napisać jak to wszystko było, a także
zamieścić fotorelację z całego zdarzenia, i późniejszego leczenia.
23 sierpnia 2010, dzień jak co dzień. Był to poniedziałek, więc standardowo
trening biceps+klata. Bodajże trzeci miesiąc treningów po ponad rocznej przerwie. Przed pracą poszedłem troszke spompować cycki, a pogoda była do dupy i wcale nie chciałem iść. Miałem te pewnie dobrze wszystkim znane myśli "wymówkowe", ale nie poddałem się, co za tym jednym razem nie wyszło mi na dobre. Tak więc już na miejscu, zdecydowałem zrobić wyciskanie na klatce 20kg hantelkami, progress z 17,5 na serie. Wszystko pięknie, ładnie, ale po jednej z serii straciłem balans na ławeczce. czemu? zwykle przy wyciskaniu balans trzymam nogami na ziemi... Wtedy postąpiłem inaczej, a moje nogi spoczywały wygodnie na bolcach przymocowanych do ławeczki. Całość trwała dosłownie ułamek sekundy. Chcąc odzyskać balans położyłem lewy hantel na ziemie z lewej strony (nadal go trzymając), a drugi przerzuciłem do góry i również zrzuciłem na lewą z wysokości ok. 1m, przypominam, że jeden hantelek ważył 20kilogramów. Troszkę się wystraszyłem i od razu położyłem się na ławeczce oddychając głęboko z ulgą, że wszystko okej i ławeczka nadal stoi. Jakże się myliłem! Jak się okazało,
zrzuciłem hantel prosto na uchwyt drugiego, miażdżąc tym samym mój kciuk. Czułem, że ręka mi zdrętwiała, więc spojrzałem co tam się stało i pierwsze co chciałem zrobić to się obudzić. Widok był nienajmilszy. To co rzucało się w oczy to
wyrwany paznokiec jakiś 1cm poza jego widoczną częścią, całość ociekała krwią dość obficie.
Prosty szkic:
Odruchowo chwyciłem go drugą reką uciskając, a będąc w szoku zacząłem wciskać paznokieć na jego miejsce. Nie mając pojęcia co dzieje się pod spodem. Nie pamiętam ludzi wokół mnie, a przecież było ich pełno, popędziłem do obsługi i poprosiłem o ambulans. Koleś na mnie dziwnie spojrzał i spytał co sie stało, pokazałem mu palec co skwitował krótkim "och ****" i razem z kolegą udzielili mi pierwszej pomocy. Pamiętam, że nagle zrobiłem się tak mokry, jakbym dopiero co wyszedł spod prysznica. Pomoc fachowa, po max 2-3min przyjechał lekarz na rowerze, a moze 2min pozniej ambulans z dwoma lekarkami (jedna z nich dodatkowo była niezła!) i zabrali mnie do
Leeds General Infirmary. Po serii badań i prześwietleniu okazało się, że to
kość zostala złamana i wyrwała paznokieć. Zostałem wysłany na konsultacje do chirurga plastycznego w innym skrzydle szpitala.
Niestety, okazało się, ze czeka mnie operacja. Nie pozwolono mi zrobienia zdjęcia Xraya, ale przygotowałem własną wersję
Tak wyglądała rąsia w szpitalu może z godzinke po wypadku. Szkoda, że nie mam zdjęcia z profilu, bo widać by było ze cały paznokiec jest wyrwany i wypchnięty przez kość.
A tutaj moja versja zdjecia rentgenowskiego:
Podpisałem zgodę na operację i zostałem poinformowany o zagrożeniach z nią związanych (małe ryzyko infekcji, oczywisty fakt, ze palec będzie wyglądał inaczej, a także pare innych). Zostałem zwolniony do domu około godz 20stej, z czwartym chyba już przemokniętym od krwi bandażem, a o 7:30 rano miałem stawić się na operację. Tak też zrobiłem. Czekalem może godzinkę z paroma innymi ludźmi, którzy mieli jakieś hand issues.

Przebrali mnie w ten kubraczek pacjenta i wysłali na pierwsze oględziny do doktora, który uznał mnie za w pełni sprawnego i gotowego na operację. Trwała ona jakieś pół godziny, miałem do "dyspozycji" 2 chirurgów plastycznych i 4 pielęgniarki, z czego jeden z nich (male nurse

) był tam tylko po to, żeby ze mną gadać jako, że dostałem znieczulenie lokalne. Zaaplikowano mi z 5-6 zastrzyków u góry kciuka, poczułem bardzo duże ćiśnienie w środku, a po paru minutach totalnie zdrętwiał. Niestety czułem wszystko poza tym, tzn. skrobanie w srodku, rwanie, i ciepłą krew ściekającą po innych palcach. Nieprzyjemne, ale dosyć ciekawe przeżycie.
Ogólnie zdjeto mi cały paznokiec, kość włożono na miejsce, a ranę zaszyto, i na wwszystko znów nałożono stary paznokieć, który po paru miesiącach miał odpaść. Nie obyło się bez stalowego druta (k-wire) w kości wzdłuż kciuka. Inaczej kość opadała i nie chciała się trzymać. Więc doświadczyłem także wiertarki wiercącej prosto w mojej kości.
W przybliżeniu wyglądało to tak:
Po wszystkim założono mi gips na okres jednego tygodnia, aż do łokcia. Dostałem herbatę i ciasteczka i miałem przyjemność pogadać z paroma przemiłymi pielęgniarkami.

Od tego momentu miałem stawiać się co tydzień na różne zabiegi.
Po tygodniu od operacji zdjęto mi gips, oczyszczono palec i założono mi mały plastikowy i wygodny, o ten:
(na fotce widac jeszcze oznaczenie "thumb (L)" sprzed operacji.

)
Przed jego założeniem byłem w stanie pierwszy raz po operacji zobaczyć jak wygląda moj palec. Nie omieszkałem zrobić zdjecia.

:
tydzień po operacji
Tydzień później ściągnięto mi szwy, (większość pod paznokciem, więc cholerny ból). Zdjęć nie robiłem, bo podobnie wyglądał.
20.09.2010, czyli prawie miesiąc po wypadku poszedłem na wyjęcie druta. Co najlepsze, nie pozwolono mi brać żadnego znieczulenia i rwali go obcęgami

"to jak wyrywanie zęba", tak pan doktor powiedział... :D Przeżyłem szok, ale pare sekund rwania i wyszło!
tak wygladal miesiac po operacji, jeszcze z drutem
Potem miałem trzy dni nosić ten niebieski plastikowy gipsik na palcu dla ochrony , a potem zdjąć i starać się nim ruszać. Miałem stały kontakt z rehabilitantką, jak i moją fizjoterapeutką, więc wiedzialem co robić.

W razie wątpliwości dzwoniłem i dowiadywałem się co i jak, albo odwiedzałem szpital.
Po męce towarzyszącej zdjęcie tego gipsu, wyglądał on tak:
(tu widac dziurke po drucie)
W połowie grudnia zacząłem haczyć wszędzie tym paznokciem, zaraz jak przestałem nosić plastry ochronne czy inne nakładki na kciuk, więc się poluzował i zaczął odpadać. w rezultacie wyglądał tak:
z tydzien pozniej zayebalem w pada od PS3 odpadl totalnie.
Teraz, czyli 9.02.2011 palec prezentuje się tak:
Uzywanie go nadal nie jest łatwe, ale mam nadzieje, że z czasem odzyskam calkowite panowanie i nie bede mial z nim wiekszych problemów.
Troche sie rozpisałem, więc proszę o nie czepianie się czegokolwiek i proste docenienie jaką pracę tu włożyłem.
peace
Zmieniony przez - maślor w dniu 2011-02-09 22:08:06
Zmieniony przez - maślor w dniu 2011-02-09 22:09:02
Zmieniony przez - maślor w dniu 2011-02-09 22:10:03
Zmieniony przez - maślor w dniu 2011-02-10 11:42:42