Nie ulega wątpliwości, że dbanie o zdrowie i sylwetkę poprzez skrupulatne planowanie diety jest praktyką godną pochwały. Niestety podejmowanie takich działań wcale nie należy do łatwych zadań, współcześnie bowiem coraz popularniejsze stają się trendy „straszące” produktami żywnościowymi i niemal śmiertelnymi skutkami związanymi z ich konsumpcją. Zgodnie z treścią coraz głośniejszych „przykazów i zakazów” nie tylko gluten, nabiał, utwardzone tłuszcze i cukier, ale także owoce, ryby, oleje roślinne i wiele innych produktów, prędzej czy później doprowadzić mają nasz organizm do zdrowotnej ruiny. Efektem zawierzania takim plotkom może być wykształcenie niezdrowego podejścia do jedzenia…

Zakazany owoc smakuje najlepiej

Wiele produktów żywnościowych, szczególnie tych przetworzonych, bez zbędnych skrupułów można po prostu wyeliminować z jadłospisu. Za przykład całkowicie zbędnego składnika menu posłużyć mogą słodycze, których obecność w menu ma tylko walory rekreacyjne i które mogą zaburzać mechanizmy kontroli łaknienia i sprzyjać nadmiernej podaży energii. Pomimo powszechnej świadomości, iż objadanie się słodkościami prowadzić może do wielu problemów – w tym również zdrowotnych, to niemal każdy spożywa je choćby „od czasu do czasu”. „Straszenie” negatywnymi skutkami spożywania łakoci wydaje się więc sensowne (w praktyce i tak jest niestety mało skuteczne), ale trzeba pamiętać, że jeśli przyjmie nieodpowiednią formę i zahaczać będzie o przesadę, to albo stanie się totalnie niewiarygodne, albo też – u osób podatnych - rodzić będzie niepotrzebnie frustracje i silne emocje. Tymczasem emocjonalne podejście do jedzenia nie jest podejściem zdrowym…

Problem ze straszeniem jedzeniem paradoksalnie może mieć drugie dno. Otóż, każdy z nas ma w sobie zakamuflowane małe dziecko, które kieruje się często pewnym typem przekory.  I dla tego ukrytego w nas dziecka zakazane potrawy mogą zyskiwać na atrakcyjności. Jak skądinąd wiadomo, „zakazany owoc” sprawić może więcej frajdy niż ogólnodostępne i dozwolone pokarmy. Zdrowy rozsądek często przegrywa z możliwością czerpania przyjemności ze spożywania zakazanej potrawy… Jakkolwiek by nie brzmiało to irracjonalnie dla osób, którym wydaje się, że mają „silny charakter”, taka prawidłowość istnieje i trzeba ten fakt wziąć pod uwagę. Poza tym nawet nieugięte w swojej postawie jednostki niekiedy kierują się podobną logiką w ramach tzw. „posiłków oszukanych”. Za przykład posłużyć mogą wytrwali entuzjaści paleo, którzy od czasu do czasu pozwalają sobie np. na cheesburgera, czyli produkt dostarczający m.in. nabiału i glutenu…  Co więcej, nierzadko dawka energii przyjęta z tego typu rekreacyjnych pokarmów jest bardzo duża i przekracza 1000kcal… I tu pojawia się pytanie czy codziennie dostarczanie np. 200kcal z produktów glutenowych czy faktycznie jest opcją gorszą niż zjedzenie w jeden dzień wielokrotności tej dawki?

Nie pielęgnuj schematów działania, które doprowadzają do poczucia utraty kontroli nad jedzeniem!

Wcale do rzadkości nie należą sytuacje, w których „popędy” danej osoby są rozbieżne z planem działania i realizowaniem zamierzonego wcześniej celu. Zależy nam na poprawie kompozycji sylwetki, jednak objadamy się słodyczami i leżymy z pilotem w ręce… frustrując się tym, że nie jesteśmy w stanie żyć bez wszystkich zakazanych produktów, które dzielą nas od idealnej sylwetki. Nasz mózg formułuje pointę, którą można wyrazić słowami: „trudno, nie jestem w stanie żyć bez pączków, więc zmuszony jestem być gruby i nieszczęśliwy”. Myśląc w ten sposób, pogłębiamy problem związany z niezdrowym stosunkiem do jedzenia.

Zamiast koncentrować się na tym co zakazane, myśl o nowych możliwościach!

Osoby niezorientowane w tematyce zdrowego odżywiania, słyszą na co dzień o tym, że aby poprawić zdrowie i polepszyć estetykę sylwetki nie wolno już nigdy zjeść:

  • słodyczy,
  • nabiału,
  • glutenu,
  • owoców,
  • etc…

W efekcie pojawia się myśl, iż wymarzony cel może nie być warty aż takich poświęceń. Poza tym jedzenie przez resztę życia pokarmów, które nie mają walorów rekreacyjnych, to smutna perspektywa, na którą mało kto chce się zgodzić…

Elastyczna alternatywa

Po pierwsze warto zdać sobie sprawę, że zdrowe odżywianie absolutnie nie wymaga eliminowania wszystkich wymienionych produktów żywnościowych. Przykładowo brakuje dowodów na to, że gluten szkodzi każdemu, podobnie sytuacja wygląda z nabiałem, a w przypadku owoców – istnieją powody by uważać, że wyższa ich konsumpcja jest korzystna i dla zdrowia, i dla sylwetki. Po drugie - często nie jesteśmy w stanie myśleć o nowych perspektywach jakie daje dieta eliminująca jakąś grupę produktów. Koncentrujemy się w zamian na żalu za tym, co tracimy (coś wypróbowanego, znanego i lubianego), a nie jesteśmy w stanie otworzyć się na nowe doznania. My po prostu generalnie nie lubimy zmian, w których dochodzi do jakiejkolwiek straty. Wiąże się to często z opuszczeniem strefy komfortu oraz wymaga zaangażowania i czujności.

Dlatego, zamiast rozpaczać nad ulubionymi ciastkami spożywanymi na drugie śniadanie, warto powiązać ten „rytuał” z sukcesywnie powiększającym się obwodem pasa, a także cieszyć się z możliwości wypróbowania alternatywnych, bardziej wartościowych smakołyków – np. owoców czy deserów przygotowanych na ich bazie. Nastawienie psychiczne i ukierunkowanie sposobu myślenia odgrywają kluczową rolę w budowaniu swojego stosunku do żywności.

Podsumowanie

Strach przed jedzeniem jest zdecydowanie niezdrowy i często nieuzasadniony. Tego typu lęki mogą być źródłem niepotrzebnego, czasem przewlekłego stresu, wpływając niekorzystnie na zdrowie i opóźniając efekty związane z pracą nad estetyką sylwetki. Warto pielęgnować w sobie zdroworozsądkowe podejście do jedzenia, nie ulegać ekstremalnym modom, wybierać produkty mniej przetworzone i eliminować te, po których czujemy dyskomfort i które nam nie służą.