Czytając ostatnio forum zauważyłem ze większośc userów wypowiada się nt diety jakby zalezało od tego ich zycie. Twardo jej przestrzegają, nie sięgając po produkty które zawierają więcej niż 6 g tłuszczy
. Szczególnie jest to widoczne gdy chodzi o udzielanie porad innym, czesto początkującym. Owi laicy którzy proszą o porady żywieniowe krytykowani są za spożycie na kolacje twarogu ze smietaną czy też zjedzenie śniadania później niż "ustawa prezewiduje"
Ciekaw jestem jak jest na prawdę czy faktycznie wszyscy tak ascetycznie do tego podchodzą. Czy jedzą tylko i wyłcznie to co mają zapisane w 'dzienniczkak' żywieniowych. Chciał bym poznać prawdziwe stanowisko forumowiczów w tej sprawie.
Moje stanowisko jest nastepujące.
Jasne- dieta jest podstawą symertycznie zbudowanej sylwetki, nie podlega to dyskusji. Jest nieodłącznym elementem zdrowego trybu zycia. Ale z drugiej strony życie jest po to żeby się nim cieszyć. Średniowiecze się dawno skończyło i powinnismy do woli korzystać ze wszystkeigo co oferuje nam obecny świat. Szczególnie jesli mowa o zapleczu kulinarnym- w szerkoim tego słowa znaczeniu .
Myślę że popadanie w skrajność typu- nie wypije jednego piwa bo ćwiczę jest paranoją. Oczywiście co innego jesli ktos nie lubi piwa, czy w ogóle jest abstynentem - ok. Ale inaczej to wygląda kiedy taki oto osobnik lubi wypić piwko "dla smaku" 9 z kultura picia ) a tu nagle zdaża się sytuacja ze zaczał ćwiczyć i odmówi jednej ( podkreslam jednej ) buteleczki piwa, czy tez lampki wina ( choć ma na to wielką ochotę ).
Czy np jest wesele na którym wiadomo jest masa potraw a dana osoba wybiera tylko pierś z kurczaka i chudy schabik, nie ruszając szaszłyczków czy innych smakowitych potraw gdyz "jest na masie a spożywanie o godzinie 24 potraw bogatych w tłuszcze zwierzece moze doprowadzoć do zalania fatem".
Co do jedzenia- jestem to w stanie pojąc gdy ktoś się odchudza, faktycznie- wymagana jest wówczas ogromna samodyscyplina( szcególnie w okresie zrzucania wagi ) , ale z drugiej strony jeśli raz na jakiś czas dana osóbka pozwoli sobie na mały wyskok ( oczywiście bez obżarstwa ),nie zniczszy to całkowicie jej diety. Jeśli ktoś faktycznie danego dnia zjadł cos ' nieodpowiedniego', wyzuty sumienia można zawsze zniwelować ostrzejszym treningiem.
Sądze że całkowicie rygorystyczne przestrzeganie diety może spowodowac, iż szybko się do niej zniechęcimy, a przeciez dieta ma na celu poprawę naszego samopoczucia, podniesienie morali, a nie jak to w wielu przypadkach bywa pokute nad tależem...
Ja np przyjąłem taką strategię- jestem pożeraczem chipsów. Nie ciągnie mnie do żadnych słodyczy, wafelków, czekolady- moge tegow ogóle nie jeśc. Ale jak zobacze półke z chipsami od razu mi slinka cieknie. Kiedys co dziennie wcinałem chipsy, obecnie... no zrezygnowałem z 'niezdrowego' nawyku. W momencie kiedy wchodze do sklepu i mam ochote na chipsy, przeliczam- jedna paczka =5 zł... 5zł= pół cycka ( zawsze brałem te największe
) i ide do stoiska z miesem biorąc czy to cycka, czy na nabiał kupując bniały ser. Natomaist raz wtygodniu daje sobie fory i kupuje sobie jedną paczuszke, gdyż nie mam zamiaru rezygnowac z czegoś co bardzo mi smakuje.
Jak już wczesniej wspomniałem, rozumiem kiedy ktoś się 'męczy' w okresie zrzucania wagi czy np chce zrobić suchą masę i do tego jest obecnie na jakiś suplach- jasne wówczas ie zgodzie, skoro ktoś wydał 500 zł na supolementy prze ten mieisąc -dwa mozna się jakoś przemeczyc.
Ale ze ścisłą dietą jest jak z ćwiczeniem rok czasu jednym zestawem ćwiczeń- nudzi się. Co jakiś czas trzeba sobie czymś urozmaicic 'życie'.
Poza tym historia nie raz pokazała, że skrajość nigdy nie przyczyniła się do czegoś dobrego, a przykładów są setki.
Skrajna prawica - wprowadzenie kary śmierci, ruchy neonazistowskie, faszyzm
skraja lewica - socjalizm, komunizm, marksizm, leninizm
Skrajnośc religijna, ortodoksyjnośc- wojny religijne, terroryści samobójcy
Skrajnośc nie słuzy niczemu dobremu, przyklłady które podałem sa nazbyt przerysowane, w sumie nie powinienem porównywac skrajności w diecie do poglądów faszystowskich, ale powiedzmy że skrajnośc to zawsze skrajność. I nie ma co z nią porzesadzć.
Aha co do mojego wstępu- oczywiście nie krytykuje osób którze twardo przetrzegają diety, wręcz przeciwnie zazdrosze naprawde twardego charakteru, ale zadam tylko jedno pytania- jak długo można tak wytrzymać
pozdrawiam wszystkich
i na koniec zacytuje słowa mojej mamuśki która ostatnio wypaliła do mnie z tekstem :
" je się po to żeby żyć, a nie żyje po to żeby jeść "

. Szczególnie jest to widoczne gdy chodzi o udzielanie porad innym, czesto początkującym. Owi laicy którzy proszą o porady żywieniowe krytykowani są za spożycie na kolacje twarogu ze smietaną czy też zjedzenie śniadania później niż "ustawa prezewiduje"
Ciekaw jestem jak jest na prawdę czy faktycznie wszyscy tak ascetycznie do tego podchodzą. Czy jedzą tylko i wyłcznie to co mają zapisane w 'dzienniczkak' żywieniowych. Chciał bym poznać prawdziwe stanowisko forumowiczów w tej sprawie.
Moje stanowisko jest nastepujące.
Jasne- dieta jest podstawą symertycznie zbudowanej sylwetki, nie podlega to dyskusji. Jest nieodłącznym elementem zdrowego trybu zycia. Ale z drugiej strony życie jest po to żeby się nim cieszyć. Średniowiecze się dawno skończyło i powinnismy do woli korzystać ze wszystkeigo co oferuje nam obecny świat. Szczególnie jesli mowa o zapleczu kulinarnym- w szerkoim tego słowa znaczeniu .
Myślę że popadanie w skrajność typu- nie wypije jednego piwa bo ćwiczę jest paranoją. Oczywiście co innego jesli ktos nie lubi piwa, czy w ogóle jest abstynentem - ok. Ale inaczej to wygląda kiedy taki oto osobnik lubi wypić piwko "dla smaku" 9 z kultura picia ) a tu nagle zdaża się sytuacja ze zaczał ćwiczyć i odmówi jednej ( podkreslam jednej ) buteleczki piwa, czy tez lampki wina ( choć ma na to wielką ochotę ).
Czy np jest wesele na którym wiadomo jest masa potraw a dana osoba wybiera tylko pierś z kurczaka i chudy schabik, nie ruszając szaszłyczków czy innych smakowitych potraw gdyz "jest na masie a spożywanie o godzinie 24 potraw bogatych w tłuszcze zwierzece moze doprowadzoć do zalania fatem".
Co do jedzenia- jestem to w stanie pojąc gdy ktoś się odchudza, faktycznie- wymagana jest wówczas ogromna samodyscyplina( szcególnie w okresie zrzucania wagi ) , ale z drugiej strony jeśli raz na jakiś czas dana osóbka pozwoli sobie na mały wyskok ( oczywiście bez obżarstwa ),nie zniczszy to całkowicie jej diety. Jeśli ktoś faktycznie danego dnia zjadł cos ' nieodpowiedniego', wyzuty sumienia można zawsze zniwelować ostrzejszym treningiem.
Sądze że całkowicie rygorystyczne przestrzeganie diety może spowodowac, iż szybko się do niej zniechęcimy, a przeciez dieta ma na celu poprawę naszego samopoczucia, podniesienie morali, a nie jak to w wielu przypadkach bywa pokute nad tależem...
Ja np przyjąłem taką strategię- jestem pożeraczem chipsów. Nie ciągnie mnie do żadnych słodyczy, wafelków, czekolady- moge tegow ogóle nie jeśc. Ale jak zobacze półke z chipsami od razu mi slinka cieknie. Kiedys co dziennie wcinałem chipsy, obecnie... no zrezygnowałem z 'niezdrowego' nawyku. W momencie kiedy wchodze do sklepu i mam ochote na chipsy, przeliczam- jedna paczka =5 zł... 5zł= pół cycka ( zawsze brałem te największe
) i ide do stoiska z miesem biorąc czy to cycka, czy na nabiał kupując bniały ser. Natomaist raz wtygodniu daje sobie fory i kupuje sobie jedną paczuszke, gdyż nie mam zamiaru rezygnowac z czegoś co bardzo mi smakuje.
Jak już wczesniej wspomniałem, rozumiem kiedy ktoś się 'męczy' w okresie zrzucania wagi czy np chce zrobić suchą masę i do tego jest obecnie na jakiś suplach- jasne wówczas ie zgodzie, skoro ktoś wydał 500 zł na supolementy prze ten mieisąc -dwa mozna się jakoś przemeczyc.
Ale ze ścisłą dietą jest jak z ćwiczeniem rok czasu jednym zestawem ćwiczeń- nudzi się. Co jakiś czas trzeba sobie czymś urozmaicic 'życie'.
Poza tym historia nie raz pokazała, że skrajość nigdy nie przyczyniła się do czegoś dobrego, a przykładów są setki.
Skrajna prawica - wprowadzenie kary śmierci, ruchy neonazistowskie, faszyzm
skraja lewica - socjalizm, komunizm, marksizm, leninizm
Skrajnośc religijna, ortodoksyjnośc- wojny religijne, terroryści samobójcy
Skrajnośc nie słuzy niczemu dobremu, przyklłady które podałem sa nazbyt przerysowane, w sumie nie powinienem porównywac skrajności w diecie do poglądów faszystowskich, ale powiedzmy że skrajnośc to zawsze skrajność. I nie ma co z nią porzesadzć.
Aha co do mojego wstępu- oczywiście nie krytykuje osób którze twardo przetrzegają diety, wręcz przeciwnie zazdrosze naprawde twardego charakteru, ale zadam tylko jedno pytania- jak długo można tak wytrzymać
pozdrawiam wszystkich
i na koniec zacytuje słowa mojej mamuśki która ostatnio wypaliła do mnie z tekstem :
" je się po to żeby żyć, a nie żyje po to żeby jeść "

Krzysztof Piekarz
Co co zabawy w kuchni, niesety nie każdy ma na to czas. I z reguły własnei Ci co mają go mało "odpadają". A z drugiej strony co za różnica jak sie je tego kurczaka- to zawsze kurczak. A co do urozmaicania potraw- tak sie zastanawiałem i szczerze mówiąc nie ma zbyt dużego wyboru w urozmaicaniu posiłków. Ci co c a na masie mają to udogodnienie że moga jeśc wszelkeigo rodzaju placki, naleśniki. Natomiast jeśli ktos się odchudza pole dio popisu znacznie się kurczy- własnie układałem diete swojej narzeczonej i szczerze nie było łatwo.