konkretne argumenty? proszę bardzo.

a więc
IMHO...
czemu uważam, że nie chciał walczyć z Fiedzią?
bo wie dobrze, że go nie pokona. może to taki kompleks Fiodora, analogiczny do kompleksu Nastuli? czytałem gdzieś, że CC po ich walce miał załamkę psychiczną, ponieważ maksymalnie się zmobilizował, nastawił na sukces i nic mu to nie pomogło. po maksymalnej koncentracji zawsze nastepuje dołek psychiczny, tym głębszy, im większe były niespełnione oczekiwania. to, że Fiodor go nie zdemolował fiycznie, nic nie znaczy. Zacytuję Raula Lozano:
Głowa, to wszystko jest w głowie! i on po stokroć ma rację.
reasumując: CC wolał w glorii i chwale skorzystać z oferty UFC, póki jest na fali jako zwycięzca OWGP, zamiast ryzykować. business is business. to była decyzja rozsądna, trzeba myśleć o przyszłości, ale z punktu widzenia zawodnika, sportowca, rezygnacja ze świeżo wywalczonego prawa do drugiej walki o zdobycie najbardziej prestiżowego tytułu i to w szczytowej formie, trąci asekuranctwem, budzi niesmak.
dalej, dlaczego uważam, że jeszcze kilku takich przeciwników jak ostatni to koniec wielkiego CC?
bo przeciwnicy nie są dla niego tu zagrożeniem. a w Pride non stop ostatnio musiał się opędzac od depczącej po piętach konkurencji, co stymuluje rozwój. CC bez większych problemów zdominuje HW w UFC taki, jaki jest, o ile White nie kupi sobie więcej klasowych zawodników. jeśli nie - to nie musi już praktycznie nic zmieniać, nie musi się w zasadzie rozwijać ponad to, co już ma. brak bodźców treningowych, bo brak stałego zagrożenia. po to szczupak w stawie, by karaś nie drzemał, że uzyję tej trywialnej analogii. to jest jedna z podstaw praktyki sportu: tylko stałe zagrożenie konkurencją i stałe podejmowanie coraz cięższych wyzwań skutkuje nieustającym rozwojem.
reasumując: Crocopowi
grozi stagnacja i w przypadku walki powiedzmy za rok z kimś z czołowki HW Pride, gdzie konkurencja jest duża, a poziom wyrównuje się, nie dawałbym mu wielkich szans.
Zmieniony przez - Jodan w dniu 2007-02-05 12:46:25