Ciamkowsky: j/w, czyli: marsze, marszobiegi, bieganie wolniej, ale tez... sprobuj sie przelamac, moze w okolicach 5. minuty masz po prostu kryzys w bieganiu. Ja np. zle znosze pierwsze 5 minut biegania, organizm dramatycznie odmawia posluszenstwa, nie moge zlapac oddechu, bola mnie kolana, mam miekke nogi i najchetniej bym stanela na srodku i sie rozplakala [to samo mam zreszta na orbitreku]. Ale po tych pierwszych pieciu minutach cialo przekonuje sie, ze nie zartuje, ze biegniemy dopoki nie dobiegniemy i dalej juz nie robi problemow, wiec bieganie okazuje sie calkiem przyjemne [po 20 minutach w odpowiednim tempie mozna zlapac nawet "runner's high" - bardzo przyjemne uczucie

].
Moim zdaniem wazne jest zsynchronizowanie oddechu z krokami - w sensie, zeby oddech mial jakis rytm, zgodny z tempem biegu. Dlatego ja np. wole biegac BEZ muzyki, bo walkman mnie dekoncentruje, a gdy slucham wlasnego oddechu i rytmu krokow i biegne swiadomie, to latwiej mi utrzymac odpowiednie
tempo i nie zlapac zadyszki.
Zmieniony przez - Uka P. w dniu 2006-04-13 10:02:07