Słyszałem, że zakwasy odczuwa się najczęściej jako swojego rodzaju pieczenie lub podobny ból (ale inny niż przy np. kontuzji) trwający nawet do paru dni po treningu! Podejrzewam, że pojawiają się one zwłaszcza po ćwiczeniach na kondycję, bo chłopaki
po siłowni dużo rzadziej skarżyli się na tę dolegliwość w porównaniu z tymi, którzy chodzą na trening piłki nożnej.
Podobne uczycie towarzyszyło mi wyłącznie przy przysiadach z obciążeniem. Nigdy nie byłem w tym zbyt dobry i do dziś dzień nie przepadam za tym ćwiczeniem. Z dodatkowym ciężarem 20 kg wytrzymywałem 70 szybkich powtórzeń. Już po 40 zaczynałem odczuwać dyskomfort, a po 50 drastycznie wzmagało się uczucie bólu rozlewającego się po całych nogach i uczucia ognia, którzy „przepalał” mi je od środka - tak ja to odczuwałem. Ale i tak najgorsza była myśl, że już się zaczęło i będzie jeszcze gorzej a przede mną jeszcze jakieś 30 sec. Jednakże uczycie to mijało 5 - 10 sec. po ćwiczeniu i potem czułem tylko bezwład nóg przez kolejnych parę minut. Dlatego nie sądzę by były to zakwasy. Może ktoś mi napisze, jakie uczucie towarzyszy zakwasom?
BTW. Gdy ćwiczymy, nasze mięśnie doznają mikrouszkodzeń, które po ćwiczeniu zostają „wypełnione” z nadmiarem - tak nam rosną mięśnie i nie jest to żadną tajemnicą. Wszystkie "dodatki spożywcze" z którymi się spotkałem stanowią budulec do tych napraw lub też stanowią katalizator reakcji odbudowy oraz innych procesów przebiegających podczas wysiłku fizycznego. A dlaczego by nie wspomóc swojej odbudowy sztucznym wywoływaniem takich mikrouszkodzeń? Było by jak po intensywnym treningu. Domyślam się także, że kwas mlekowy (ten od zakwasów

) wytwarzany podczas oddychania beztlenowego zanim na powrót zostanie zredukowany w wątrobie do glukozy może dodatkowo uszkadzać mięśnie (to nieprzyjemne uczucie). Gdyby to wszystko było prawdą to nawet opłacało by się mieć takie zakwasy... Co o tym sądzicie?