Witam, po miesiącu czystej michy i regularnych ćwiczeniach postanowiłam zrobić sobie cheat day- w ruch poszły ciastka, czekolada i kulki orzechowe. W niedziele zrobiłam rafaello z kaszy jaglanej które okazało się nie było takie niskokaloryczne
W poniedziałek znowu napchałam się słodkimi rzeczami, a dziś znowu coś mnie tknęło i znowu zawaliłam
Dodam że startowałam z wagi 82,5kg przy wzroście 180, w dzień przed cheatdayem miałam 77 kg na budziku, teraz boję się w ogóle stanąć na wagę, bo jestem spuchnięta jak cholera po tych 4 dniach obżarstwa. Jadłam dziennie 2000 kalorii (W40/30B/30T), trening siłowy+ lekkie cardio 3x w tygodniu, nie czułam się głodna, teraz żałuję że w ogóle dopuściłam na większą swawole
Jak wyjść z takiego ciągu słodyczowego?
W poniedziałek znowu napchałam się słodkimi rzeczami, a dziś znowu coś mnie tknęło i znowu zawaliłam
Dodam że startowałam z wagi 82,5kg przy wzroście 180, w dzień przed cheatdayem miałam 77 kg na budziku, teraz boję się w ogóle stanąć na wagę, bo jestem spuchnięta jak cholera po tych 4 dniach obżarstwa. Jadłam dziennie 2000 kalorii (W40/30B/30T), trening siłowy+ lekkie cardio 3x w tygodniu, nie czułam się głodna, teraz żałuję że w ogóle dopuściłam na większą swawole
Jak wyjść z takiego ciągu słodyczowego?
Krzysztof Piekarz