Chciałbym się z wami podzielić czymś co trapi mnie od jakis 8-9 miesięcy. Mialem wtedy taki jeden dzień na siłowni który przeczy normalnemu rozwojowi siły. Otóż na treningu klatki który wtedy robiłem wynosiłem nierealne dla mnie nawet do dzisiaj ciężary i nie bardzo mogę do tej pory zrozumieć dlaczego ? Obecnie kończę 4-ta serie płaskiej obciążeniem 110 kg x 8 i skos jakieś 95-100 kg x 6- 8 powtórzeń w zależności od formy dnia a owego wspaniałego dnia skończyłem bez problemu skos obciążeniem 110 kg x 10 powtórzeń i to bez maksymalnego wysiłku. Zaznaczę tylko ze w tamtym czasie 90 kg na skosie moglem wyciskać max 6 razy wiec jakim cudem tego dnia szarpałem ten gryf jak Reksio szynkę ? Wyniku nigdy nie udało mi sie powtórzyć a co więcej nawet do tej pory nie mogę sie do niego zbliżyć bo jest daleko daleko...
Czy mieliście kiedyś podobna sytuacje ?
Nie sadze by forma dnia miała az tak wielkie znaczenie na treningu...
Nie pamiętam co wtedy dokładnie jadłem ale raczej nic nadzwyczajnego. Bylem wtedy w połowie cyklu cm3 z Bcaa G force ale to tez raczej nie ma nic do rzeczy bo przecież kreatyna dopiero co zaczynała działać...
I tak mnie to trapi ze az to opisuje co mogło tego dnia wpłynąć na takie rezultaty ? Jeśli macie jakieś teorie to zapraszam do dyskusji...
P.S Ciężaru nie pomyliłem dla tych co by na to wpadli. Kolega treningowy byl świadkiem i liczył dwa razy :)
Czy mieliście kiedyś podobna sytuacje ?
Nie sadze by forma dnia miała az tak wielkie znaczenie na treningu...
Nie pamiętam co wtedy dokładnie jadłem ale raczej nic nadzwyczajnego. Bylem wtedy w połowie cyklu cm3 z Bcaa G force ale to tez raczej nie ma nic do rzeczy bo przecież kreatyna dopiero co zaczynała działać...
I tak mnie to trapi ze az to opisuje co mogło tego dnia wpłynąć na takie rezultaty ? Jeśli macie jakieś teorie to zapraszam do dyskusji...
P.S Ciężaru nie pomyliłem dla tych co by na to wpadli. Kolega treningowy byl świadkiem i liczył dwa razy :)
Krzysztof Piekarz
